Impreza u Tony'ego na szczęście nie należała do tych, gdzie nie pamiętałam praktycznie nic. A uwierzcie mi, było takowych naprawdę wiele. Na starcie, muszę powiedzieć, że nie lubię, gdy ktoś mnie ocenia. To, że chodzę na domówki i piję, nie znaczy, że należę do dziewczyn, które oddają swoją cnotę na pierwszym lepszym tego typu spotkaniu. Ludzie mylą te znaczenia i zdecydowanie mi to przeszkadza. Jestem tylko nastolatką i moim życiowym motto jest to, aby żyć chwilą...A wracając do imprezy u Marina. Ciągle nie mogłam zapomnieć o Harry'm i o tym, jak stanął w mojej obronie. Poniekąd jestem mu naprawdę wdzięczna, ale z drugiej strony, Tony jest naprawdę silny i gdyby doszło do rękoczynu, Styles mógłby mocno dostać. Pamiętam, gdy w pierwszej klasie pobił się z jakimś kolesiem, który trafił do naszej szkoły z poprawczaka. Wydawał się on być dużo silniejszy od niego, ale jednakże to Tony wygrał tę walkę. Poza tym kędzierzawy zareagował naprawdę ostro. Nie wiedziałam, że jest zdolny do takiego zachowania. Myślałam, że jest spokojny. Na takiego wyglądał, aż do czasu...No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Z pewnością będę musiała podziękować Harry'emu za to, co dla mnie zrobił. Wciąż leżałam na swoim łóżku i rozmyślałam, dopóki dopóty nie usłyszałam śmiechu mojej mamy. Podniosłam w zdziwieniu brwi i podparłam się na łokciach. Drugą rzeczą, o której również nie mogłam przestać myśleć, była moja matka i jej nowy kolega. Są razem? Ile się znają? Uprawiali już seks? Dobra, tej ostatniej rzeczy nie muszę wiedzieć...Wydawała się być przy nim szczęśliwa. Zresztą on również patrzył się na nią troskliwym wzrokiem. Może to coś więcej? Uśmiech sam pojawił się na mojej zmęczonej twarzy. Fakt, iż moja rodzicielka mogłaby znaleźć sobie kogoś z kim byłaby szczęśliwa, naprawdę mnie cieszył. Po dłuższych rozmyślaniach, postanowiłam wstać z łóżka i przywitać się dwoma dorosłymi. Gdy otworzyłam swoje drzwi, od razu wyczułam piękny zapach, który wyłaniał się z kuchni. Zeszłam ze schodów i przez salon, powędrowałam do kuchni.
- Dzień dobry - powiedziałam i uśmiechając się, usiadłam przy stole.
- Cześć kochanie - przywitała się moja mama.
- Witaj Faith - powiedział Carol i pomachał mi na przywitanie.
- Co dziś na śniadanie? Ładnie pachnie. - objaśniłam.
- Carol stwierdził, że chce zrobić śniadanie, więc szykuj się na coś naprawdę pysznego.
- Oo - uniosłam brwi w zdziwieniu - A kiedy będzie gotowe?
- Niedługo - stwierdził i uśmiechnął się przyjaźnie w moim kierunku.
Stwierdziwszy, iż na śniadanie będę musiała jeszcze chwilę poczekać, odeszłam od stołu i postanowiłam zadzwonić do Meg. Po paru sygnałach w końcu odebrała telefon.
- Faith, coś się stało, że dzwonisz do mnie o tak wczesnej porze? - spytała zaspanym głosem.
- Wczesnej? Kochana, jest godzina dziesiąta. - uśmiechnęłam się.
- Oh, dobra cicho siedź. Co jest? - spytała, a ja się zaśmiałam. Kochałam ją denerwować.
- Po prostu chciałam się spytać, jak się wczoraj bawiłaś...
- Hmm...Było - zastanowiła się chwilę - Fajnie...
- Fajnie? Tylko tyle masz do powiedzenia? - spytałam i uniosłam brwi.
- Wiesz, który to Adam McLain? - zapytała.
- Hmm, od Sary McLain? Chyba tak, kojarzę, a co?
- Zaraz po grze w butelce, może nawet nie całej...To znaczy odeszłam stamtąd zaraz po tobie, no i ja wcale tego nie planowałam, po prostu tak no wyszło i...
- Meg, do sedna. - powiedziałam, śmiejąc się cicho.
- No i później spędziłam z nim resztę tej nocy. Odprowadził mnie, a moja mama zaproponowała mu nocowanie u nas, rozumiesz? Teraz siedzę w piwnicy, bo nie chciałam przy nim z tobą rozmawiać - wyjaśniła.
- Wow...- wydukałam. Nie sądziłam, że sprawy pomiędzy Meg, a Adamem nabiorą takiego tempa. Wiedziałam o tym, że ten chłopak podoba się mojej przyjaciółce już od dłuższego czasu, ale no...
- Nie doszło między wami do niczego więcej, prawda?
- Faith, jeśli o to pytasz, to tak, wciąż jestem dziewicą. - oznajmiła, a ja się zaśmiałam - Całowaliśmy się trochę. Potem, gdy moi rodzice poszli spać, wymknął się z pokoju gościnnego i przyszedł do mnie. Poleżeliśmy chwilę razem, a potem poszedł się położyć.
- Awww, to słodkie! Jak taka zakazana miłość...- skomentowałam.
- Wypluj te słowa, bo mogą okazać się prorocze. Moja mama już zabija mnie wzrokiem za jego obecność, a co dopiero będzie, gdybyśmy na przykład zostali parą...- rozmarzyła się.
- No, miejmy nadzieję, że jej przejdzie.
- A ja z tobą i Tony'm? Widziałam, jak się wczoraj do ciebie próbował dobrać, ale ten nowy...Jak mu jest? Hhmm...
- Harry...- weszłam jej w słowo.
- No tak! Harry cię wczoraj obronił, prawda?
- Faith, śniadanie! - usłyszałam głos swojej mamy i w środku zaczęłam dziękować Bogu, że moja rodzicielka ma tak świetne wyczucie czasu.
- Meg, muszę kończyć, porozmawiamy potem.
- Faith, dobrze wiesz, że nie wymigasz...- zaczęła, ale rozłączyłam się i nie słuchałam już dłużej jej paplaniny. Nie chciało mi się tłumaczyć jego zachowania, więc czym prędzej pognałam do kuchni, aby zapomnieć o wszystkich przytłaczających mnie myślach. Moim jedynym celem na dzisiaj było złożenie wizyty w domu Harry'ego, aby mu podziękować, a potem miałam zamiar tylko i wyłącznie wylegiwać się przed telewizorem na kanapie. Po wczorajszej imprezie, nie czułam się zbyt dobrze i właśnie chyba zaczęłam odczuwać skutki wczorajszego picia. Gdy weszłam do kuchni, zauważyłam, jak na stole leżą naleśniki ze szpinakiem. Na sam ich widok, mój brzuch dał o sobie znać. Usiadłam przy stole razem z mamą i Carolem i zaczęłam jeść swój posiłek. To było naprawdę przepyszne.
- Musisz chyba częściej do nas przychodzić. To jest naprawdę dobre. - powiedziałam w stronę kolegi mojej mamy.
- Tylko dobre? - uśmiechnął się do mnie.
- Ugh, dobra! Są przeepyszne. Mamo, musimy się nauczyć takie robić.
- Definitywnie...- powiedziała z porcją w buzi - Umm...Faith, masz dziś jakieś plany?
- To znaczy, muszę zanieść takiemu koledze plan lekcji na przyszły tydzień, bo jest nowy i jeszcze mu go nie dostarczyli - skłamałam, bo wolałam uniknąć niepotrzebnych komentarzy mojej matki.
- Mhm. To zabierz ze sobą kluczę w razie czego. My z Carolem jedziemy na zakupy, a później do niego, więc nie będzie mnie...
- Mamo, dobrze wiesz, że zawsze biorę kluczę, bez znaczenia, czy jesteś w domu, czy też cię nie ma...- oznajmiłam i wstając od stołu, podziękowałam Carolowi za pyszne śniadanie, a mamie oznajmiłam, że idę się przygotować do wyjścia. A w głowie układałam sobie scenariusz, jakbym mogła podziękować mojemu nowemu kędzierzawemu koledze.
Gdy wyszykowałam się, krzyknęłam dwóm dorosłym, że wychodzę i zaczęłam iść w kierunku domu Harry'ego. Mieszkał tylko parę domów dalej, więc nie szłam zbyt długo. Gdy znalazłam się przed posiadłością Stylesów, otworzyłam furtkę i po schodkach weszłam i zapukałam do drzwi. Stanęła w nich kobieta w średnim wieku. Z ładnym uśmiechem i długimi, brązowymi włosami. Była naprawdę ładna i podobna do Harry'ego. Albo Harry do niej. Nieważne. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
- Dzień dobry. Jest Harry? - odważyłam się w końcu zapytać. Stwierdziłam, iż wpatrywanie się jego mamę było trochę dziwne.
- Skarbie, wyszedł przed chwilką do sklepu, ale wejdź. Możesz poczekać na niego w środku. - powiedziała i otworzyła szerzej drzwi, abym mogła wejść. Wnętrze domu wyglądało normalnie. Nie było tu ani bogato, ani biednie...Wyglądało, jakby ktoś był...w domu. Dziwne stwierdzenie, ale ta przytulna atmosfera, którą już zdążyłam zbadać, była naprawdę fajna.
- Dziękuję bardzo. Mają państwo naprawdę ładny dom. - stwierdziłam.
- Oj, przesadzasz. Mów mi Anne, to po pierwsze. A po drugie, nie stresuj się tak, nie gryzę. - zaśmiała się, a ja się zarumieniłam. Czy to było aż tak widać? - A ty jak masz na imię?
- Faith.
- Ładne imię, naprawdę ładne...Przyszłaś do Harry'ego w jakiejś konkretnej sprawie? Ahh, poza tym, rozbierz się, wejdziemy do kuchni, zrobię nam kawę i porozmawiamy...Wysłać mojego syna do sklepu, to tak jakby wysłać do na drugi koniec świata - zaśmiałam się - Naprawdę, wiem co mówię...
Pani Sty...To znaczy, Anne była naprawdę miłą kobietą. Gdy zrobiła nam po filiżance kawy, zaczęła ze mną rozmawiać, tak jakbym była jej przyjaciółką, czy osobą, którą zna od lat. Pytała się mnie, jak poznałam się z Harry'm i mówiła mi, że naprawdę cieszy się z tego faktu, iż jej syn poznał kogoś nowego. Biło od niej ciepłe nastawienie, a uśmiech z mojej twarzy prawie nie schodził, gdy Anne opowiadała mi różne śmieszne historie, jakie przytrafiły się jej bądź Harry'emu. Po jakimś czasie usłyszałyśmy zamykanie drzwi, a kobieta w średnim wieku westchnęła.
- No widzisz, mówiłam ci...Harry jak wybiera się na zakupy, może spędzić na nich więcej niż przeciętna kobieta...- skomentowała, a ja zaśmiałam się i upiłam łyk kawy.
- Już jestem! - chłopak krzyknął.
- No nareszcie, myślałam, że zaginąłeś w akcji, synu...Poza tym masz gościa! - Anne odkrzyknęła, a ja momentalnie się zestresowałam. Sama nie wiem, dlaczego, ale po prostu...Po prostu taka byłam.
Gdy chłopak wszedł do kuchni, uśmiechnął się szeroko na mój widok, a ja odwzajemniłam ten gest.
- Cześć, Faith. - przywitał się ze mną.
- Hej - powiedziałam nieśmiało.
- Mamo, mogłaś do mnie zadzwonić, że Faith przyszła...- chłopak zwrócił się w stronę swojej matki.
- Gdybym wiedziała, że tak długo zejdzie ci na kupowaniu jednej rzeczy, to z pewnością bym to zrobiła... - Harry wywrócił oczyma i uśmiechnął się w moją stronę.
- Przepraszam...Mamo, my idziemy do mnie do pokoju. Zrobisz coś do jedzenia? - spytał, a kobieta pokiwała twierdząco głową. - Chodź - złapał mnie za ramię i poprowadził po schodach.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie, gdy wchodziliśmy do jego pokoju.
- Ładny pokój - uśmiechnęłam się - Pytasz się, jak się czuję, po wczorajszej imprezie, czy jak się czuję po tej całej sytuacji?
- Hmmm, oba.
- Cóż, chyba dopiero teraz odczuwam skutki wczorajszego picia, bo czuję się serio dziwnie, a po tej wczorajszej sytuacji...- zastanowiłam się chwilę - Chyba dobrze. Do niczego nie doszło...I właściwie, przyszłam do ciebie po to, aby ci podziękować. Więc, dziękuję...
- Nie ma za co - uśmiechnął się i wystawił policzek, a ja podniosłam w zdziwieniu brwi.
- Nie ma szans! - popchnęłam go lekko, a on się zaśmiał.
- Dlaczego nie? To w końcu ja wczoraj byłem twoim bohaterem.
- Mój bohater chyba ma nierówno pod sufitem...- skomentowałam pod nosem.
- Słyszałem to.
Spojrzałam na twarz bruneta i o mało się nie zaśmiałam. Stał przede mną ze złą miną i wpatrywał się mnie z szczenięcymi oczyma. Zaśmiałam się cicho i postanowiłam cmoknąć go w policzek.
- No i to mi chodziło...Teraz powiedz mi, jaki film chcesz obejrzeć. - oznajmił wyraźnie uradowany.
Gdy po wielu przekomarzaniach, jaki to film powinniśmy obejrzeć, wreszcie udało mi się wygrać i postawić na swoim. Siedzieliśmy na łóżku chłopaka i oglądaliśmy "Kac Vegas". Harry chciał obejrzeć "Pamiętnik", a ja wtedy powiedziałam, że zachowuje się, jak baba. Chyba go to uraziło, lecz po chwili znów zaczął ze mną normalnie rozmawiać. W międzyczasie Anne przygotowała nam przekąski i chwilę oglądała z nami. Mimo tego iż znałam Harry'ego dwa, bądź trzy dni potrafiłam zachowywać się przy nim, jakbym znała go od lat. To było inne uczucie. Przy nim zachowywałam się normalnie, byłam sobą. Nie chodzi o to, że przy moich przyjaciółkach nie byłam sobą, lecz to były dziewczyny. Nigdy nie miałam przyjaciela chłopaka, więc czułam się zarazem inaczej, ale też bardzo dobrze.
- Halo, ziemia do Faith...- chłopak machnął mi dłonią przed oczami, a ja się szeroko uśmiechnęłam.
- Tak? - spytałam.
- Mówię do ciebie już od jakiegoś czasu, a ty nic. Już nawet zdążyłem cię obrazić...- oznajmił, a ja się zaśmiałam.
- W takim razie, masz szczęście, że tego nie słyszałam.
- Coś się stało? - zapytał i spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem, zupełnie jak wczoraj. Momentalnie pokręciłam przecząco głową.
- Nie, wszystko w porządku. Włącz film - stwierdziłam.
- Na pewno? Jak coś cię gryzie, to mi powiedz. - westchnęłam głośno.
- Nie, Harry. Wszystko w porządku, mówię ci. Poza tym, która jest godzina? - zmieniłam temat, szukając swojego telefonu. - Już osiemnasta? Kiedy to tak minęło? - powiedziałam bardziej sama do siebie, niż do chłopaka. Kędzierzawy uśmiechnął się smutno.
- Musisz już iść? - zapytał.
- Chyba tak. Powiedziałam mamie, że nie będzie mnie tylko chwilę.
- Odprowadzę cię. - oznajmił, a ja lekko przytaknęłam głową. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i razem z Harry'm zeszliśmy na dół. Gdy chłopak pomagał mi ubrać moją kurtkę, Anne pojawiła się na przedpokoju w kuchennym fartuszku.
- Faith, już idziesz? - zapytała.
- Tak, muszę już iść. - powiedziałam i włożyłam swoje buty.
- Jak będziesz miała kiedyś wolna chwilę, przyjdź do mnie, to sobie porozmawiamy. - powiedziała wesoło brunetka. Uśmiechnęłam się.
- Dobrze, nie ma sprawy. Wygonimy Harry'ego i zrobimy sobie babskie popołudnie - zażartowałam, a chłopak oburzył się.
- Ej! - obie z Anne zaśmiałyśmy się. Pożegnałam się z kobietą i razem z Harry'm wyszliśmy z jego domu. Przez chwilę nastąpiła cisza, która nie była krępująca. Ja szłam lekko zamyślona, a kędzierzawy szurał butami po ziemi i kopał małe kamyczki.
- Na którą jutro masz? - spytał.
- Chyba na ósmą. - stwierdziłam, próbując przypomnieć sobie swój plan lekcji.
- Świetnie, będę po ciebie siódma czterdzieści pięć, dobra? - przytaknęłam. Gdy doszliśmy do mojego domu, pożegnałam się z Harry'm i weszłam do siebie. Byłam cholernie zmęczona i jedyną rzeczą, o której teraz marzyłam była kąpiel i położenie się spać. Mimo tego uważam, iż miałam dzisiaj naprawdę świetny dzień. Gdy wykąpałam się, położyłam się do łóżka i sama nie wiedziałam, kiedy z uśmiechem na ustach zasnęłam...
___________________________________________________
Dziś starałam się troszkę dłużej. Biorę się za to opowiadanie i mimo wszystko - dokończę je. Dziękuję za komentarze, które mimo małej ilości, pojawiają się. Życzę miłego dnia i w ogóle! xx
poniedziałek, 14 października 2013
środa, 2 października 2013
Rozdział 3.
Obróciwszy się na pięcie, ujrzałam Tony'ego, który przyglądał mi się tym ohydnie pijackim wzrokiem. Przewróciłam oczyma i próbowałam od niego odejść, lecz szybko zareagował i dłonią przytrzymał moje biodro, abym stała w tym samym miejscu.
- Ja jeszcze nie przeszedłem do sedna, a ty już uciekasz? - spytał, uśmiechając się, jak ostatni kretyn. Czułam, jak krew w moich żyłach zaczęła pulsować. Nie wiem, czy to z powodu alkoholu, który prędzej czy później, musiał zacząć dawać o sobie znać, czy powodem tego było to, że Tony zaczął mnie denerwować i poniekąd zaczęłam się go bać. Nigdy nie wiadomo, co pijanemu chodzi po głowie, prawda? A chłopak zdecydowanie do najtrzeźwiejszych nie należał.
- Tony, moja przyjaciółka mnie woła. - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Marin obrócił się i rozejrzał.
- Karen? Hmm, wydaję mi się, że ona jest zajęta grą, a Meg zdecydowanie tu nie ma...Choć przed chwilą widziałem ją, jak lizała się z jakimś kolesiem w budce na zdjęcia mojego ojca...- stwierdził i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Skubany! Jak na pijanego, całkiem nieźle kontaktował. Wciągnęłam powietrze i zdałam sobie sprawę, że sama się wkopałam.
- Ale ja naprawdę muszę iść...- zrobiłam kwaśną minę i próbowałam odejść. Tony przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moją szyję. Jego ręka powędrowała na mój pośladek, a ja nawet nie zaczęłam zareagować. - Tony, proszę cię! - próbowałam go odepchnąć, ale na marne, bo on zdawał się przykleić do mnie bardziej. - Puść mnie!
- Oh, przestań, maleńka. Dopiero się rozkręcam, będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować. - stwierdził, nie przestając całować, a raczej ślinić mojej szyi.
- Tony, Faith powiedziała, że chce, abyś ją puścił...- usłyszałam za sobą czyjś głos i nagle poczułam szarpnięcie i znalazłam się za plecami jakiegoś chłopaka. Tony zaśmiał się i oblizał usta.
- Przestań zgrywać bohatera, jesteś tu dopiero jeden dzień...- odpowiedział.
- Dobrze wiesz, że go nie zgrywam. Nie możesz po prostu dopuścić do siebie myśli, że Vunn nie może być twoja, co? I że za każdym razem, gdy próbujesz do niej podejść w szkole, ona po prostu ucieka. Wiesz, że nie robi tego specjalnie, bo nawet nie wie, że ślinisz się na jej widok...Widzisz, wystarczy, że jestem tu dopiero jeden dzień, a wiem więcej od innych. - powiedział chłopak, który mnie uratował. Po głosie rozpoznałam, że był to Harry. Tak, to był na pewno on. Aż dziwne, że na samym początku go nie rozpoznałam...W głowie cały czas szumiały mi słowa Marina: "...będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować." Potrząsnęłam głową i momentalnie wyrzuciłam z niej wszelkie niezbędne myśli.
- Styles, grabisz sobie. - spojrzałam, jak Tony podwija rękawy swojej niebieskiej bluzy. - Chyba trzeba ci pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi...- kędzierzawy zaśmiał się i powtórzył jego gest. Zauważyłam, jak Marin podnosi rękę i zamierza się uderzyć Harry'ego. Nie wiedziałam, co zrobić. To w końcu było przeze mnie.
- Stop! - krzyknęłam i stanęłam między dwoma dużo wyższymi ode mnie chłopakami. Gdybym nie stanęła w tym miejscu, doszłoby do rękoczynu, a na razie musiała wystarczyć prowadzona przez nich bitwa na spojrzenia.
- Masz szczęście, że ona tu jest, bo naprawdę nie ręczyłbym za siebie...- stwierdził pijany Tony, a Harry jedynie prychnął. Zasalutował mu i odwrócił się w moją stronę.
- Chodźmy, Faith. - powiedział i złapał mnie za ramię. Chciałam zaprotestować, ale uległam mu. Wyglądał na złego. Bardzo złego. Uhm, cóż poniekąd czułam, jak jego złość rośnie z chwili na chwilę, ponieważ jego palce wbijały się w moją rękę, tak mocno, że na pewno zostaną tu jakieś małe sine ślady. Szliśmy w ciszy. Sama nie wiem gdzie, ale prawdopodobnie w jakieś ciche miejsce, gdzie spokojnie moglibyśmy porozmawiać, a chłopak mógłby się rozluźnić. Ziewnęłam, ponieważ poczułam, że robię się śpiąca. Głowa zaczęła mi lekko pulsować i miałam ochotę na kolejnego drinka.
- Gdzie idziemy? - spytałam w końcu.
- Nie wiem.
Odpowiedział, a ja poczułam dreszcze na swoim ciele. Jego ton głosu był ostry, więc stwierdziłam, iż dopóki dopóty się nie uspokoi, będę cicho. Zatrzymaliśmy się przy jakimś pniu, na którym można było usiąść. Zmęczenie dawało się we znaki, więc bez zastanowienia usiadłam na kawałku drewna, a Styles zrobił to samo.
- Nic ci nie jest? - spytał i spojrzał na mnie z troską. Jego głos nie był już taki ostry, jak wcześniej, więc mentalnie odetchnęłam z ulgą.
- Nie...Nie musisz tak reagować. On po prostu za dużo wypił i...- nie dokończyłam, ponieważ Harry złapał się za głowę i zaczął głośniej oddychać. Otworzyłam szerzej oczy, ale nic nie powiedziałam. Co jest grane? Między nami zapanowała cisza. Nie chciałam jej niszczyć, lecz kędzierzawy chłopak postanowił to zrobić.
- Zawsze taka jesteś? - spytał.
- To znaczy? - zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego.
- Usprawiedliwiasz kogoś, mimo tego iż nie wiesz, co chodziło mu po głowie - szybko wyjaśnił.
- A ty wiesz? - prychnęłam.
- Nie, ja...- zatrzymał się i popatrzył na mnie - Po prostu...To było do przewidzenia. Powiedziałaś mu, że chcesz, aby cię puścił, a on tego nie zrobił...Wiesz, co on mógł ci zrobić? - spytał z lekką złością w głosie.
- Tak, wiem...Ale to Tony. On by tego nie zrobił...- stwierdziłam. - On nie jest typem chłopaka, który by skrzywdził dziewczynę. Może nie dawno zachowywał się, jak totalny gnojek, ale uwierz mi, że nie doszłoby do niczego więcej...Skończyłoby się na co najwyżej na całowaniu...
- Po prostu nie znam go i nie wiem, o czym mógł myśleć...Ludzie są różni - westchnął, patrząc na mnie troskliwie.
- Wiem, ale ty także nie powinieneś oceniać ludzi po pozorach...To nie fair - odpowiedziałam.
- Taa...- podrapał się po karku z lekkim uśmiechem - Wystraszyłem się, okej?
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się - Ale myślę, iż głupie "sorry" załatwiłoby całą tą sprawę. Idź do niego i tyle...Wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś i w ogóle...
- Jasne - objaśnił - Idziemy?
Przytaknęłam mu i oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cały czas dziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Dlaczego zareagował tak ostro? Ugh, dobra. Tony trochę przesadził. Jestem na niego zdenerwowana, ale jego zachowanie poniekąd można było usprawiedliwić. Gdy doszliśmy na posesję Marinów, Harry zaczął szukać Tony'ego, a ja zaczęłam szukać swoich przyjaciółek, które teraz Bóg wie, gdzie były. Gdy moje poszukiwania poszły na marne, wygrzebałam swój telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wybrałam numer do Karen. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam...
_____________________________________________________________
Trochę krótko. Zdecydowanie za krótko. Po prostu nie mam już pomysłu na ten rozdział. Obiecuję, że kolejne będą pojawiać się częściej w miarę możliwości i będą dłuższe. Przepraszam, że długo nie dodawałam...I no...Zapraszam do czytania. O ile ktoś w ogóle to jeszcze czyta...
Dobranoc, xx
- Ja jeszcze nie przeszedłem do sedna, a ty już uciekasz? - spytał, uśmiechając się, jak ostatni kretyn. Czułam, jak krew w moich żyłach zaczęła pulsować. Nie wiem, czy to z powodu alkoholu, który prędzej czy później, musiał zacząć dawać o sobie znać, czy powodem tego było to, że Tony zaczął mnie denerwować i poniekąd zaczęłam się go bać. Nigdy nie wiadomo, co pijanemu chodzi po głowie, prawda? A chłopak zdecydowanie do najtrzeźwiejszych nie należał.
- Tony, moja przyjaciółka mnie woła. - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Marin obrócił się i rozejrzał.
- Karen? Hmm, wydaję mi się, że ona jest zajęta grą, a Meg zdecydowanie tu nie ma...Choć przed chwilą widziałem ją, jak lizała się z jakimś kolesiem w budce na zdjęcia mojego ojca...- stwierdził i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Skubany! Jak na pijanego, całkiem nieźle kontaktował. Wciągnęłam powietrze i zdałam sobie sprawę, że sama się wkopałam.
- Ale ja naprawdę muszę iść...- zrobiłam kwaśną minę i próbowałam odejść. Tony przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moją szyję. Jego ręka powędrowała na mój pośladek, a ja nawet nie zaczęłam zareagować. - Tony, proszę cię! - próbowałam go odepchnąć, ale na marne, bo on zdawał się przykleić do mnie bardziej. - Puść mnie!
- Oh, przestań, maleńka. Dopiero się rozkręcam, będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować. - stwierdził, nie przestając całować, a raczej ślinić mojej szyi.
- Tony, Faith powiedziała, że chce, abyś ją puścił...- usłyszałam za sobą czyjś głos i nagle poczułam szarpnięcie i znalazłam się za plecami jakiegoś chłopaka. Tony zaśmiał się i oblizał usta.
- Przestań zgrywać bohatera, jesteś tu dopiero jeden dzień...- odpowiedział.
- Dobrze wiesz, że go nie zgrywam. Nie możesz po prostu dopuścić do siebie myśli, że Vunn nie może być twoja, co? I że za każdym razem, gdy próbujesz do niej podejść w szkole, ona po prostu ucieka. Wiesz, że nie robi tego specjalnie, bo nawet nie wie, że ślinisz się na jej widok...Widzisz, wystarczy, że jestem tu dopiero jeden dzień, a wiem więcej od innych. - powiedział chłopak, który mnie uratował. Po głosie rozpoznałam, że był to Harry. Tak, to był na pewno on. Aż dziwne, że na samym początku go nie rozpoznałam...W głowie cały czas szumiały mi słowa Marina: "...będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować." Potrząsnęłam głową i momentalnie wyrzuciłam z niej wszelkie niezbędne myśli.
- Styles, grabisz sobie. - spojrzałam, jak Tony podwija rękawy swojej niebieskiej bluzy. - Chyba trzeba ci pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi...- kędzierzawy zaśmiał się i powtórzył jego gest. Zauważyłam, jak Marin podnosi rękę i zamierza się uderzyć Harry'ego. Nie wiedziałam, co zrobić. To w końcu było przeze mnie.
- Stop! - krzyknęłam i stanęłam między dwoma dużo wyższymi ode mnie chłopakami. Gdybym nie stanęła w tym miejscu, doszłoby do rękoczynu, a na razie musiała wystarczyć prowadzona przez nich bitwa na spojrzenia.
- Masz szczęście, że ona tu jest, bo naprawdę nie ręczyłbym za siebie...- stwierdził pijany Tony, a Harry jedynie prychnął. Zasalutował mu i odwrócił się w moją stronę.
- Chodźmy, Faith. - powiedział i złapał mnie za ramię. Chciałam zaprotestować, ale uległam mu. Wyglądał na złego. Bardzo złego. Uhm, cóż poniekąd czułam, jak jego złość rośnie z chwili na chwilę, ponieważ jego palce wbijały się w moją rękę, tak mocno, że na pewno zostaną tu jakieś małe sine ślady. Szliśmy w ciszy. Sama nie wiem gdzie, ale prawdopodobnie w jakieś ciche miejsce, gdzie spokojnie moglibyśmy porozmawiać, a chłopak mógłby się rozluźnić. Ziewnęłam, ponieważ poczułam, że robię się śpiąca. Głowa zaczęła mi lekko pulsować i miałam ochotę na kolejnego drinka.
- Gdzie idziemy? - spytałam w końcu.
- Nie wiem.
Odpowiedział, a ja poczułam dreszcze na swoim ciele. Jego ton głosu był ostry, więc stwierdziłam, iż dopóki dopóty się nie uspokoi, będę cicho. Zatrzymaliśmy się przy jakimś pniu, na którym można było usiąść. Zmęczenie dawało się we znaki, więc bez zastanowienia usiadłam na kawałku drewna, a Styles zrobił to samo.
- Nic ci nie jest? - spytał i spojrzał na mnie z troską. Jego głos nie był już taki ostry, jak wcześniej, więc mentalnie odetchnęłam z ulgą.
- Nie...Nie musisz tak reagować. On po prostu za dużo wypił i...- nie dokończyłam, ponieważ Harry złapał się za głowę i zaczął głośniej oddychać. Otworzyłam szerzej oczy, ale nic nie powiedziałam. Co jest grane? Między nami zapanowała cisza. Nie chciałam jej niszczyć, lecz kędzierzawy chłopak postanowił to zrobić.
- Zawsze taka jesteś? - spytał.
- To znaczy? - zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego.
- Usprawiedliwiasz kogoś, mimo tego iż nie wiesz, co chodziło mu po głowie - szybko wyjaśnił.
- A ty wiesz? - prychnęłam.
- Nie, ja...- zatrzymał się i popatrzył na mnie - Po prostu...To było do przewidzenia. Powiedziałaś mu, że chcesz, aby cię puścił, a on tego nie zrobił...Wiesz, co on mógł ci zrobić? - spytał z lekką złością w głosie.
- Tak, wiem...Ale to Tony. On by tego nie zrobił...- stwierdziłam. - On nie jest typem chłopaka, który by skrzywdził dziewczynę. Może nie dawno zachowywał się, jak totalny gnojek, ale uwierz mi, że nie doszłoby do niczego więcej...Skończyłoby się na co najwyżej na całowaniu...
- Po prostu nie znam go i nie wiem, o czym mógł myśleć...Ludzie są różni - westchnął, patrząc na mnie troskliwie.
- Wiem, ale ty także nie powinieneś oceniać ludzi po pozorach...To nie fair - odpowiedziałam.
- Taa...- podrapał się po karku z lekkim uśmiechem - Wystraszyłem się, okej?
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się - Ale myślę, iż głupie "sorry" załatwiłoby całą tą sprawę. Idź do niego i tyle...Wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś i w ogóle...
- Jasne - objaśnił - Idziemy?
Przytaknęłam mu i oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cały czas dziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Dlaczego zareagował tak ostro? Ugh, dobra. Tony trochę przesadził. Jestem na niego zdenerwowana, ale jego zachowanie poniekąd można było usprawiedliwić. Gdy doszliśmy na posesję Marinów, Harry zaczął szukać Tony'ego, a ja zaczęłam szukać swoich przyjaciółek, które teraz Bóg wie, gdzie były. Gdy moje poszukiwania poszły na marne, wygrzebałam swój telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wybrałam numer do Karen. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam...
_____________________________________________________________
Trochę krótko. Zdecydowanie za krótko. Po prostu nie mam już pomysłu na ten rozdział. Obiecuję, że kolejne będą pojawiać się częściej w miarę możliwości i będą dłuższe. Przepraszam, że długo nie dodawałam...I no...Zapraszam do czytania. O ile ktoś w ogóle to jeszcze czyta...
Dobranoc, xx
poniedziałek, 30 września 2013
Informacja.
Przepraszam, że dalej przestałam pisać, ale no cóż...Zabrakło mi weny, a potem dopadł mnie straszny smutek z powodu, że to opowiadanie praktycznie nikt nie czyta...Wiem, że tak jest, ale wolę o tym nie myśleć...Cóż, chyba tu powrócę i dokończę realizację słowa, które kiedyś komuś obiecałam. W takim razie, do zobaczenia niedługo! Xx
poniedziałek, 16 września 2013
Rozdział 2.
- Faith! - usłyszałam za swoimi plecami i momentalnie odwróciłam się w kierunku dobiegającego głosu.
- Oh, Karen. Hej - przywitałam się z przyjaciółką, która zdyszana i mega spocona podbiegła koło mnie.
- Na samym początku przepraszam za to - powiedziała i wskazała palcem na swoją posturę - Okropnie śmierdzę, ale to wszystko przez pana Fitza! Kazał nam biegać pięć okrążeń wokół boiska, a dobrze wiesz, jak działa na mnie jakikolwiek wysiłek fizyczny! - wyżaliła się i rozłożyła ręce - Gdzie idziesz? - spytała. Karen była osobą, która wyjątkowo dużo gadała. Czasami było to naprawdę wkurzające, ale po tylu latach, jakie z nią przeszłam - dało się do tego przyzwyczaić. Wywróciłam oczami, gdy zaczęła mi opowiadać o tym, jak tyłek pana Fitza genialnie wyglądał w jego krótkich szortach, które dziś założył.
- Faith, słuchasz mnie w ogóle? - potrząsnęła moim ramieniem, a ja szybko zamrugałam.
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się szybko.
- Więc masz zamiar pojawić się na dzisiejszej imprezie u Tony'ego? - spytała, a ja zdegustowana zmarszczyłam nos. Tony Marin był jedną z najpopularniejszych osób w szkole i każdy doskonale wiedział, że przebywanie na jednej z urządzanych przez niego imprez, a było ich naprawdę wiele, powinno być zaszczytem.
- No nie wiem...- odpowiedziałam.
- Słyszałaś nowego newsa? - spytała wyraźnie podekscytowana. Pokiwałam przecząco głową.
- Oh, Boże! Dziewczyno, gdzieś ty była, kiedy cię nie było? - zapytała, a ja przewróciłam oczami - W każdym razie, dzisiaj po angielskim, Tony podszedł do mnie i do Megg. Najpierw z nami rozmawiał, co było dziwne i naprawdę starałam się nie zachowywać głupio, no ale wiesz, jak to ja...Musiałam palnąć coś debilnego i wyszło, że wszyscy zaczęliśmy się śmiać...A potem po prostu spytał się, czy nie chcemy wpaść na imprezę, którą dziś organizuje. No, a wiesz, jak to my, no nie? Nie mogłybyśmy odmówić...
-Ohh - powiedziałam zdziwiona - To fajnie, że was zaprosił.
- Taa! - przeciągnęła - A wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? - poruszyła brwiami w ten zabawny sposób. Zaśmiałam się.
- Spytał się o ciebie. - powiedziała, a ja zmarszczyłam czoło. Co Tony Marin chciałby od takiego szaraczka, jakim byłam?
- Co mówił? - zapytałam wyraźnie zaciekawiona.
- Pytał się, gdzie jesteś i takie tam...Powiedział, że mamy cię ze sobą zabrać, bo bez ciebie to nie to samo. - oznajmiła, uśmiechając się szeroko.
- Ugh, więc teraz będę tą złą, jeśli nie przyjdę? - spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź na moje pytanie. Karen przytaknęła, a ja głośno westchnęłam. Oh, i co ja mam powiedzieć mamie?
Po szkole, zostałam w domu i odrobiłam wszystkie lekcje, mimo tego iż był piątek. Siedziałam, jak na szpilkach, czekając na mamę. Doskonale wiedziałam, jakie ma zdanie o jakichkolwiek imprezach i nie wiedziałam, jaką bajkę powinnam jej wcisnąć. ''O, cześć mamusiu. Daj pomogę ci z zakupami, a potem w zamiar tego, puścisz mnie na imprezę do najpopularniejszego chłopaka w szkole, bo powiedział, że beze mnie to nie to samo?'' Pomyślałam. Jasne, na pewno mnie puści. Już wyobrażam sobie jej minę, gdyby to usłyszała. Westchnęłam i w geście zrelaksowania potarłam palcami o skroń. Odwróciłam się w stronę otwieranych drzwi, a w nich ujrzałam moją matkę, a za nią jakiegoś...faceta? Otworzyłam szerzej oczy i zerwałam się z kanapy, aby podejść bliżej drzwi.
- Cześć mamo - przywitałam się, starając się ukryć zdziwienie, które kryło się na mojej twarzy, gdy nieznajomy koleś dotknął moją rodzicielkę.
- Oh, Faith...Nie wiedziałam, że jesteś w domu - stwierdziła zmieszana.
- Właściwie to mam zamiar wyjść i czekam na ciebie, aby spytać się, czy mogę...- powiedziałam lekko przyciszonym głosem.
- Jasne, pewnie. - uśmiechnęła się.
- Hmm...I tyle? - zmarszczyłam czoło.
- Oh, przepraszam. To jest Carol, a to moja córka Faith. - zwróciła się do mnie i do jej przyjaciela. Mężczyzna podał mi rękę, którą chwyciłam i uścisnęłam.
- Miło mi pana poznać - powiedziałam.
- Proszę, mów mi po imieniu. - stwierdził i mrugnął do mnie. Uśmiechnęłam się krzywo i obracając się na pięcie, skierowałam się do swojego pokoju. To było...dziwne? Nie wiem. Nie pamiętam, kiedy moja mama przyprowadziła do domu jakiegoś...kolegę? O ile kolegą mogłabym nazywać Carola. Mógł być kimś więcej...Ugh, nieważne. Poza tym, nie spodziewałam się, że tak łatwo pójdzie. Moja mama zgodziła się bez problemu...Nawet nie spytała, gdzie idę, z kim i o której wrócę. To pewnie zasługa tego mężczyzny. Oh, może przychodzić do nas znacznie częściej. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Karen. Muszę ją poinformować, żeby podjechali po mnie.
- Faith, możesz? - spytała na powitaniu. Zaśmiałam się cicho.
- Tak. Możecie po mnie przyjechać? Będę gotowa za pół godziny.
- Jasne! - powiedziała uradowana - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że idziesz! A co z twoją mamą? Wie?
- Um...To jest dość skomplikowany temat i powiem ci o tym, gdy się zobaczymy.
- Ok, więc do zobaczenia niedługo! - rozłączyła się, a ja w szybkim tempie znalazłam się w łazience. Rozebrałam się i od razu weszłam pod prysznic. Prawdopodobnie była to jedna z najszybszych kąpieli w moim życiu. Powinnam powiedzieć Karen, że potrzebuję więcej czasu, ale no...Jestem Faith Vunn i nie pomyślę, zanim coś powiem. Gdy opłukałam ciało i wyszłam spod prysznica, od razu zaczęłam suszyć włosy, które na moje szczęście, szybko schły. Gdy włosy były już całkowicie suche, zabrałam się za malowanie. Nie byłam miłośniczką makijażu, więc postawiłam na prostotę. Tusz do rzęs i fluid, który zakrywał parę niedoskonałości na mojej twarzy, powinien wystarczyć. Zakryłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki, kierując się do garderoby, w której czekały już wcześniej naszykowane przeze mnie ciuchy. Dobrze wiedziałam, że i tak czy siak znajdę się na tej imprezie, więc wolałam zaoszczędzić na czasie. Gdy byłam w pełni gotowa, zeszłam na dół, aby założyć buty. Słyszałam śmiech mojej mamy i ciekawość zżerała mnie od środka, więc musiałam kątem oka zajrzeć w stronę salonu, z którego dobiegały głosy. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam na twarzy mojej mamy uśmiech. Szczery, pełen wdzięczności uśmiech.
Zamrugałam kilka razy, aby otrząsnąć się z zamyślenia.
- Mamo, idę! - krzyknęłam i założyłam buty. Zwykłe, białe tenisówki, które pasowały praktycznie do wszystkiego i dlatego były jedną z moich ulubionych par obuwia.
- Dobrze, baw się dobrze! - odkrzyknęła, a moje oczy prawie wyszły z oczodołów. ''Baw się dobrze''? To w ogóle nie podobne do mojej mamy. Czy to aby ta sama kobieta, która mnie urodziła i wychowała? Udałam, że to co powiedziała wcale mnie nie obchodzi i z uśmiechem na twarzy wyszłam z domu. Samochód już czekał. Podeszłam do czarnego audi a2 i otworzyłam drzwi.
- Cześć wszystkim - przywitałam się. Na przednim siedzeniu siedziała Karen, z tyłu Josh razem z Megg, a George był kierowcą.
- Oh, Faith! Ślicznie wyglądasz, Tony'emu na pewno się spodobasz, a wiesz, że...- zaczęła Karen, a ja już wiedziałam, że ten wieczór będzie należał do udanych.
Impreza była niesamowita. Pełno nowych ludzi, alkoholu i dobrej muzyki, sprawiało, że życie miało sens. Tak naprawdę była to moja pierwsza impreza od...Sama nie wiem, od kiedy. Na pewno od bardzo długiego czasu. Wtedy to było coś zupełnie innego. Musiałam się pilnować, bo w każdej chwili mogła zadzwonić moja matka. A teraz bynajmniej mam pewność, że jej nowy kolega zajmie ją czymś i ostatnią rzeczą, o jakiej będzie myślała, to zatelefonowanie do mnie. Powoli sączyłam swojego drinka i przysłuchiwałam się Karen, która mówiła o Bóg wie czym. Mimo tego, było naprawdę fajnie. Co chwilę podchodzili do nas ludzie, których widziałam pierwszy raz na oczy i witali się z nami.
- Cześć, Faith - usłyszałam i odwróciłam się. Za mną stał chłopak, którego poznałam dzisiaj rano.
- Hej...Um, Harry? - przywitałam się z nim. Nie byłam pewna, czy tak naprawdę ma na imię. Uśmiechnął się i podszedł bliżej mnie.
- Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy...- stwierdził, uśmiechając się. Oh, on ma dołeczki!
- Taak, sto lat minęło. - zaśmiałam się - Wszystko w porządku, a u ciebie? I hmm...- udawałam, że się zastanawiam - Jakim cudem jesteś na imprezie Tony'ego, skoro jesteś w szkole dopiero jeden dzień? - zapytałam. To był naprawdę interesujący fakt. Zwłaszcza, że ja w drugiej klasie gimnazjum próbowałam zwrócić jego uwagę przez cały czas, a i tak nigdy nie zaprosił mnie na swoją imprezę. Aż do teraz...
- Ermm...- udał zmieszanego - Dostałem zaproszenie od Marina. To całkiem fajny gościu...
- Ale...jak? - próbowałam ukryć zdziwienie, malujące się na mojej twarzy, ale z pewnością szło mi to kiepsko. Bardzo kiepsko...
- Zapisałem się do drużyny koszykarskiej...- powiedział, wzruszając ramionami i biorąc łyk swojego napoju, którego trzymał w rękach. Ahh, teraz wszystko było jasne. Tony od zawsze grał w kosza i zawsze zapraszał całą drużynę. Uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- To dobrze...Gratulacje - powiedziałam i podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Dziękuję.
Rozmowa z Harry'm nabierała tępa i zaczęliśmy rozmawiać na przeróżne tematy. Dowiedziałam się, że Holmes Chapel to rodzinne miasto jego matki i gdy był młodszy mieszkał tu przez kilka lat. Okazało się nawet, że byliśmy w tej samej grupie w przedszkolu, tylko za sobą nie przepadaliśmy.
- Nie wierzę własnym oczom, Faith Vunn pojawiła się na mojej domówce - usłyszałam głos i razem z Harry'm odwróciliśmy się. Za nami stał Tony, który na pewno był już pijany.
- Cześć, Tony - przywitałam się z chłopakiem. Mimo wszystko nie chciałam zdobyć głupiej opinii na starcie.
Chłopak podszedł do nas bliżej i chwycił moją rękę, którą ucałował. Wszyscy wokół nas głośno zagwizdali, a ja stałam, jak wryta i mogłabym się założyć, że moja twarz wyglądała teraz, jak jeden duży pomidor.
- Ogłaszam, iż gra w butelkę właśnie się rozpoczęła! - krzyknął nietrzeźwy chłopak, a wszyscy wokół nas głośno zawitali. Prawdopodobnie była to jedna z rzeczy, na którą czekali. Przypomniałam sobie właśnie, gdy pewien chłopak powiedział mi, że podczas gry w butelkę na imprezach u Tony'ego potrafią dziać się naprawdę ciekawe rzeczy. Na przykład pewnego razu, Caleb z 3F musiał wsadzić swój język w pysk zdechłego już, psa Tony'ego. Mimo tego iż było to naprawdę obrzydliwą rzeczą, chciałabym to zobaczyć...
- Ja chyba nie gram - powiedziałam w stronę kędzierzawego chłopaka, który stał po mojej lewej stronie.
- Co? - zdziwił się Marin - Nie ma tak, piękna. Grasz albo...grasz! - powiedział wyraźnie podekscytowany. Zmarszczyłam czoło. To było głupie...Nim się obejrzałam siedziałam w wielkim kole koło Megg i Tony'ego. Ten chłopak był naprawdę przerażający. Zagroził Karen, że jeśli nie będzie mógł usiąść koło mnie, wyleci z imprezy. Dziewczyna, jak zwykle musiała dodać swoje pięć groszy, ale przystała na jego pomysł i usiadła razem z Joshem, Georgem na przeciwko nas. W kole siedziało dużo osób. Niektórych znałam z widzenia, a niektórych prawie wcale. Na początku wszyscy się przedstawialiśmy. Emily, George, Josh, Karen, Micheal, Jonny, Finn, Harry, Pamela, Oscar, Alex, Victoria, Helen, Charlie, Ella, Tony, Megg i ja. Siedemnaście osób. Pierwszą osobą, która zakręciła butelką był Harry. Modliłam się w duchu, aby tylko nie wypadło na mnie. Nie chciałam iść na pierwszy ogień. Na szczęście, to nie ja byłam ta nieszczęśliwa, tylko Oscar, który musiał wskoczyć do basenu w ciuchach. O dziwo, chłopak wcale nie był smutny z tego powodu. Z uśmiechem na ustach wskoczył do zimnej wody, a później dumnie z niej wyszedł.
- Możesz przestać? - zwróciłam się do Tony'ego, którego ręka wylądowała na moim kolanie już po raz któryś. Na jego twarz wpełznął cwany uśmieszek. Strzepnęłam jego dłoń z mojej nogi i głośno westchnęłam. Spróbowałam odwrócić się w stronę mojej przyjaciółki, lecz ta nie zwracała nawet na mnie uwagi. Zdecydowanie była zbyt pochłonięta grą. W końcu to ona kręciła. Przewróciłam oczami i wstałam. Miałam dość. Zwłaszcza, że Marin znów błądził swoimi rękami po moim ciele. Na szczęście nikt nie zauważył mojego odejścia, więc bezpiecznie mogłam skierować się po jeszcze jednego drinka. Musiałam jakoś odreagować. Odwróciłam się i przypatrywałam się niebu, na którym o dziwo było naprawdę wiele gwiazd. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu i gwałtowanie odwróciłam się do tyłu.
- Myślałaś, że dasz radę odejść niezauważona?
________________________________________
Hej wszystkim. Na początku chcę podziękować za komentarze i odwiedziny. To naprawdę wiele dla mnie znaczy ;-) Myślałam, że moje opowiadanie nie spodoba się nikomu, a jednak zostałam mile zaskoczona. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Chciałam też powiedzieć, że plan mojego opowiadania spadł na zupełnie inny tor. Inaczej wszystko planowałam, ale to nie przeszkadza mi w pisaniu dalej. Mam jeszcze parę pomysłów, które pragnę tu opublikować. Cóż...zapraszam do czytania i komentowania. Kocham was♥♥
P.S Dodałam nowych bohaterów! Zajrzycie w zakładkę ''Bohaterowie'' ;-)
- Oh, Karen. Hej - przywitałam się z przyjaciółką, która zdyszana i mega spocona podbiegła koło mnie.
- Na samym początku przepraszam za to - powiedziała i wskazała palcem na swoją posturę - Okropnie śmierdzę, ale to wszystko przez pana Fitza! Kazał nam biegać pięć okrążeń wokół boiska, a dobrze wiesz, jak działa na mnie jakikolwiek wysiłek fizyczny! - wyżaliła się i rozłożyła ręce - Gdzie idziesz? - spytała. Karen była osobą, która wyjątkowo dużo gadała. Czasami było to naprawdę wkurzające, ale po tylu latach, jakie z nią przeszłam - dało się do tego przyzwyczaić. Wywróciłam oczami, gdy zaczęła mi opowiadać o tym, jak tyłek pana Fitza genialnie wyglądał w jego krótkich szortach, które dziś założył.
- Faith, słuchasz mnie w ogóle? - potrząsnęła moim ramieniem, a ja szybko zamrugałam.
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się szybko.
- Więc masz zamiar pojawić się na dzisiejszej imprezie u Tony'ego? - spytała, a ja zdegustowana zmarszczyłam nos. Tony Marin był jedną z najpopularniejszych osób w szkole i każdy doskonale wiedział, że przebywanie na jednej z urządzanych przez niego imprez, a było ich naprawdę wiele, powinno być zaszczytem.
- No nie wiem...- odpowiedziałam.
- Słyszałaś nowego newsa? - spytała wyraźnie podekscytowana. Pokiwałam przecząco głową.
- Oh, Boże! Dziewczyno, gdzieś ty była, kiedy cię nie było? - zapytała, a ja przewróciłam oczami - W każdym razie, dzisiaj po angielskim, Tony podszedł do mnie i do Megg. Najpierw z nami rozmawiał, co było dziwne i naprawdę starałam się nie zachowywać głupio, no ale wiesz, jak to ja...Musiałam palnąć coś debilnego i wyszło, że wszyscy zaczęliśmy się śmiać...A potem po prostu spytał się, czy nie chcemy wpaść na imprezę, którą dziś organizuje. No, a wiesz, jak to my, no nie? Nie mogłybyśmy odmówić...
-Ohh - powiedziałam zdziwiona - To fajnie, że was zaprosił.
- Taa! - przeciągnęła - A wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? - poruszyła brwiami w ten zabawny sposób. Zaśmiałam się.
- Spytał się o ciebie. - powiedziała, a ja zmarszczyłam czoło. Co Tony Marin chciałby od takiego szaraczka, jakim byłam?
- Co mówił? - zapytałam wyraźnie zaciekawiona.
- Pytał się, gdzie jesteś i takie tam...Powiedział, że mamy cię ze sobą zabrać, bo bez ciebie to nie to samo. - oznajmiła, uśmiechając się szeroko.
- Ugh, więc teraz będę tą złą, jeśli nie przyjdę? - spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź na moje pytanie. Karen przytaknęła, a ja głośno westchnęłam. Oh, i co ja mam powiedzieć mamie?
Po szkole, zostałam w domu i odrobiłam wszystkie lekcje, mimo tego iż był piątek. Siedziałam, jak na szpilkach, czekając na mamę. Doskonale wiedziałam, jakie ma zdanie o jakichkolwiek imprezach i nie wiedziałam, jaką bajkę powinnam jej wcisnąć. ''O, cześć mamusiu. Daj pomogę ci z zakupami, a potem w zamiar tego, puścisz mnie na imprezę do najpopularniejszego chłopaka w szkole, bo powiedział, że beze mnie to nie to samo?'' Pomyślałam. Jasne, na pewno mnie puści. Już wyobrażam sobie jej minę, gdyby to usłyszała. Westchnęłam i w geście zrelaksowania potarłam palcami o skroń. Odwróciłam się w stronę otwieranych drzwi, a w nich ujrzałam moją matkę, a za nią jakiegoś...faceta? Otworzyłam szerzej oczy i zerwałam się z kanapy, aby podejść bliżej drzwi.
- Cześć mamo - przywitałam się, starając się ukryć zdziwienie, które kryło się na mojej twarzy, gdy nieznajomy koleś dotknął moją rodzicielkę.
- Oh, Faith...Nie wiedziałam, że jesteś w domu - stwierdziła zmieszana.
- Właściwie to mam zamiar wyjść i czekam na ciebie, aby spytać się, czy mogę...- powiedziałam lekko przyciszonym głosem.
- Jasne, pewnie. - uśmiechnęła się.
- Hmm...I tyle? - zmarszczyłam czoło.
- Oh, przepraszam. To jest Carol, a to moja córka Faith. - zwróciła się do mnie i do jej przyjaciela. Mężczyzna podał mi rękę, którą chwyciłam i uścisnęłam.
- Miło mi pana poznać - powiedziałam.
- Proszę, mów mi po imieniu. - stwierdził i mrugnął do mnie. Uśmiechnęłam się krzywo i obracając się na pięcie, skierowałam się do swojego pokoju. To było...dziwne? Nie wiem. Nie pamiętam, kiedy moja mama przyprowadziła do domu jakiegoś...kolegę? O ile kolegą mogłabym nazywać Carola. Mógł być kimś więcej...Ugh, nieważne. Poza tym, nie spodziewałam się, że tak łatwo pójdzie. Moja mama zgodziła się bez problemu...Nawet nie spytała, gdzie idę, z kim i o której wrócę. To pewnie zasługa tego mężczyzny. Oh, może przychodzić do nas znacznie częściej. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Karen. Muszę ją poinformować, żeby podjechali po mnie.
- Faith, możesz? - spytała na powitaniu. Zaśmiałam się cicho.
- Tak. Możecie po mnie przyjechać? Będę gotowa za pół godziny.
- Jasne! - powiedziała uradowana - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że idziesz! A co z twoją mamą? Wie?
- Um...To jest dość skomplikowany temat i powiem ci o tym, gdy się zobaczymy.
- Ok, więc do zobaczenia niedługo! - rozłączyła się, a ja w szybkim tempie znalazłam się w łazience. Rozebrałam się i od razu weszłam pod prysznic. Prawdopodobnie była to jedna z najszybszych kąpieli w moim życiu. Powinnam powiedzieć Karen, że potrzebuję więcej czasu, ale no...Jestem Faith Vunn i nie pomyślę, zanim coś powiem. Gdy opłukałam ciało i wyszłam spod prysznica, od razu zaczęłam suszyć włosy, które na moje szczęście, szybko schły. Gdy włosy były już całkowicie suche, zabrałam się za malowanie. Nie byłam miłośniczką makijażu, więc postawiłam na prostotę. Tusz do rzęs i fluid, który zakrywał parę niedoskonałości na mojej twarzy, powinien wystarczyć. Zakryłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki, kierując się do garderoby, w której czekały już wcześniej naszykowane przeze mnie ciuchy. Dobrze wiedziałam, że i tak czy siak znajdę się na tej imprezie, więc wolałam zaoszczędzić na czasie. Gdy byłam w pełni gotowa, zeszłam na dół, aby założyć buty. Słyszałam śmiech mojej mamy i ciekawość zżerała mnie od środka, więc musiałam kątem oka zajrzeć w stronę salonu, z którego dobiegały głosy. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam na twarzy mojej mamy uśmiech. Szczery, pełen wdzięczności uśmiech.
Zamrugałam kilka razy, aby otrząsnąć się z zamyślenia.
- Mamo, idę! - krzyknęłam i założyłam buty. Zwykłe, białe tenisówki, które pasowały praktycznie do wszystkiego i dlatego były jedną z moich ulubionych par obuwia.
- Dobrze, baw się dobrze! - odkrzyknęła, a moje oczy prawie wyszły z oczodołów. ''Baw się dobrze''? To w ogóle nie podobne do mojej mamy. Czy to aby ta sama kobieta, która mnie urodziła i wychowała? Udałam, że to co powiedziała wcale mnie nie obchodzi i z uśmiechem na twarzy wyszłam z domu. Samochód już czekał. Podeszłam do czarnego audi a2 i otworzyłam drzwi.
- Cześć wszystkim - przywitałam się. Na przednim siedzeniu siedziała Karen, z tyłu Josh razem z Megg, a George był kierowcą.
- Oh, Faith! Ślicznie wyglądasz, Tony'emu na pewno się spodobasz, a wiesz, że...- zaczęła Karen, a ja już wiedziałam, że ten wieczór będzie należał do udanych.
Impreza była niesamowita. Pełno nowych ludzi, alkoholu i dobrej muzyki, sprawiało, że życie miało sens. Tak naprawdę była to moja pierwsza impreza od...Sama nie wiem, od kiedy. Na pewno od bardzo długiego czasu. Wtedy to było coś zupełnie innego. Musiałam się pilnować, bo w każdej chwili mogła zadzwonić moja matka. A teraz bynajmniej mam pewność, że jej nowy kolega zajmie ją czymś i ostatnią rzeczą, o jakiej będzie myślała, to zatelefonowanie do mnie. Powoli sączyłam swojego drinka i przysłuchiwałam się Karen, która mówiła o Bóg wie czym. Mimo tego, było naprawdę fajnie. Co chwilę podchodzili do nas ludzie, których widziałam pierwszy raz na oczy i witali się z nami.
- Cześć, Faith - usłyszałam i odwróciłam się. Za mną stał chłopak, którego poznałam dzisiaj rano.
- Hej...Um, Harry? - przywitałam się z nim. Nie byłam pewna, czy tak naprawdę ma na imię. Uśmiechnął się i podszedł bliżej mnie.
- Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy...- stwierdził, uśmiechając się. Oh, on ma dołeczki!
- Taak, sto lat minęło. - zaśmiałam się - Wszystko w porządku, a u ciebie? I hmm...- udawałam, że się zastanawiam - Jakim cudem jesteś na imprezie Tony'ego, skoro jesteś w szkole dopiero jeden dzień? - zapytałam. To był naprawdę interesujący fakt. Zwłaszcza, że ja w drugiej klasie gimnazjum próbowałam zwrócić jego uwagę przez cały czas, a i tak nigdy nie zaprosił mnie na swoją imprezę. Aż do teraz...
- Ermm...- udał zmieszanego - Dostałem zaproszenie od Marina. To całkiem fajny gościu...
- Ale...jak? - próbowałam ukryć zdziwienie, malujące się na mojej twarzy, ale z pewnością szło mi to kiepsko. Bardzo kiepsko...
- Zapisałem się do drużyny koszykarskiej...- powiedział, wzruszając ramionami i biorąc łyk swojego napoju, którego trzymał w rękach. Ahh, teraz wszystko było jasne. Tony od zawsze grał w kosza i zawsze zapraszał całą drużynę. Uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- To dobrze...Gratulacje - powiedziałam i podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Dziękuję.
Rozmowa z Harry'm nabierała tępa i zaczęliśmy rozmawiać na przeróżne tematy. Dowiedziałam się, że Holmes Chapel to rodzinne miasto jego matki i gdy był młodszy mieszkał tu przez kilka lat. Okazało się nawet, że byliśmy w tej samej grupie w przedszkolu, tylko za sobą nie przepadaliśmy.
- Nie wierzę własnym oczom, Faith Vunn pojawiła się na mojej domówce - usłyszałam głos i razem z Harry'm odwróciliśmy się. Za nami stał Tony, który na pewno był już pijany.
- Cześć, Tony - przywitałam się z chłopakiem. Mimo wszystko nie chciałam zdobyć głupiej opinii na starcie.
Chłopak podszedł do nas bliżej i chwycił moją rękę, którą ucałował. Wszyscy wokół nas głośno zagwizdali, a ja stałam, jak wryta i mogłabym się założyć, że moja twarz wyglądała teraz, jak jeden duży pomidor.
- Ogłaszam, iż gra w butelkę właśnie się rozpoczęła! - krzyknął nietrzeźwy chłopak, a wszyscy wokół nas głośno zawitali. Prawdopodobnie była to jedna z rzeczy, na którą czekali. Przypomniałam sobie właśnie, gdy pewien chłopak powiedział mi, że podczas gry w butelkę na imprezach u Tony'ego potrafią dziać się naprawdę ciekawe rzeczy. Na przykład pewnego razu, Caleb z 3F musiał wsadzić swój język w pysk zdechłego już, psa Tony'ego. Mimo tego iż było to naprawdę obrzydliwą rzeczą, chciałabym to zobaczyć...
- Ja chyba nie gram - powiedziałam w stronę kędzierzawego chłopaka, który stał po mojej lewej stronie.
- Co? - zdziwił się Marin - Nie ma tak, piękna. Grasz albo...grasz! - powiedział wyraźnie podekscytowany. Zmarszczyłam czoło. To było głupie...Nim się obejrzałam siedziałam w wielkim kole koło Megg i Tony'ego. Ten chłopak był naprawdę przerażający. Zagroził Karen, że jeśli nie będzie mógł usiąść koło mnie, wyleci z imprezy. Dziewczyna, jak zwykle musiała dodać swoje pięć groszy, ale przystała na jego pomysł i usiadła razem z Joshem, Georgem na przeciwko nas. W kole siedziało dużo osób. Niektórych znałam z widzenia, a niektórych prawie wcale. Na początku wszyscy się przedstawialiśmy. Emily, George, Josh, Karen, Micheal, Jonny, Finn, Harry, Pamela, Oscar, Alex, Victoria, Helen, Charlie, Ella, Tony, Megg i ja. Siedemnaście osób. Pierwszą osobą, która zakręciła butelką był Harry. Modliłam się w duchu, aby tylko nie wypadło na mnie. Nie chciałam iść na pierwszy ogień. Na szczęście, to nie ja byłam ta nieszczęśliwa, tylko Oscar, który musiał wskoczyć do basenu w ciuchach. O dziwo, chłopak wcale nie był smutny z tego powodu. Z uśmiechem na ustach wskoczył do zimnej wody, a później dumnie z niej wyszedł.
- Możesz przestać? - zwróciłam się do Tony'ego, którego ręka wylądowała na moim kolanie już po raz któryś. Na jego twarz wpełznął cwany uśmieszek. Strzepnęłam jego dłoń z mojej nogi i głośno westchnęłam. Spróbowałam odwrócić się w stronę mojej przyjaciółki, lecz ta nie zwracała nawet na mnie uwagi. Zdecydowanie była zbyt pochłonięta grą. W końcu to ona kręciła. Przewróciłam oczami i wstałam. Miałam dość. Zwłaszcza, że Marin znów błądził swoimi rękami po moim ciele. Na szczęście nikt nie zauważył mojego odejścia, więc bezpiecznie mogłam skierować się po jeszcze jednego drinka. Musiałam jakoś odreagować. Odwróciłam się i przypatrywałam się niebu, na którym o dziwo było naprawdę wiele gwiazd. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu i gwałtowanie odwróciłam się do tyłu.
- Myślałaś, że dasz radę odejść niezauważona?
________________________________________
Hej wszystkim. Na początku chcę podziękować za komentarze i odwiedziny. To naprawdę wiele dla mnie znaczy ;-) Myślałam, że moje opowiadanie nie spodoba się nikomu, a jednak zostałam mile zaskoczona. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Chciałam też powiedzieć, że plan mojego opowiadania spadł na zupełnie inny tor. Inaczej wszystko planowałam, ale to nie przeszkadza mi w pisaniu dalej. Mam jeszcze parę pomysłów, które pragnę tu opublikować. Cóż...zapraszam do czytania i komentowania. Kocham was♥♥
P.S Dodałam nowych bohaterów! Zajrzycie w zakładkę ''Bohaterowie'' ;-)
czwartek, 12 września 2013
Rozdział 1.
*kilkanaście lat wcześniej*
Jakże zdziwiona byłam, gdy rano można było zobaczyć słońce. Przez kilka ostatnich tygodni całą piękną panoramę Holmes Chapel zakrywały pochmurne chmury. Powodem tego również mogła być zbliżająca się jesień. No, ale wrzesień to miesiąc w połowie kończącego się lata i zaczynającej się jesieni. Przetarłam zmęczona oczy i głośno ziewnęłam. Gdyby był tu ktoś ze mną, z pewnością spaliłabym buraka. Mam szczęście, bo nienawidzę swojej twarzy w tym stanie. Leniwym ruchem wstałam do pozycji pół siedzącej i rozejrzałam się po moim pokoju. Mój azyl. Pomieszczenie, które kryje wiele wspomnień, wylanych łez i dobrego humoru. Usłyszałam pukanie do drzwi i powiedziałam ciche "proszę". W drzwiach stanęła moja mama z lekkim uśmiechem na ustach.
- Widzę, że już wstałaś - odezwała się.
- Noo... - przeciągnęłam i wyciągnęłam ręce w celu rozciągnięcia kości.
- Pośpiesz się, bo się spóźnisz.
- Oh, kochana mamusia już się skończyła? - powiedziałam żartem - Typowa rodzicielka powinna przynieść swojej ukochanej córce śniadanie do łóżka i ucałować w czoło...
- Cóż, najwyraźniej nie jestem typową rodzicielką - wytknęła mi język - Czasami potrafię być nieco szalona.
- Tak, a zwłaszcza wtedy, gdy grasz w pasjansa na komputerze - oznajmiłam. Chwilowo nastąpiła cisza, ale zaraz została przerwana przez głośny śmiech mojej mamy. Bez chwili zastanowienia poszłam w jej ślady.
- To ci się udało, Faith. - powiedziała, gdy skończyła się głupkowato śmiać - Ale teraz już na poważnie. Zbieraj się. Już po siódmej, masz dwadzieścia minut.
- Czemu? - zdziwiłam się.
- Podrzucę cię, bo muszę załatwić kilka formalności w urzędzie miasta - stwierdziła. Przytaknęłam i z westchnięciem wstałam z łóżka. Moim pierwszym przystankiem była łazienka, a następne garderoba. Śniadań nigdy nie jadłam, bo nie zdążałam. Albo wstawałam za późno albo najzwyczajniej na świecie mi się nie chciało. Gdy wsiadałam do auta była dopiero siódma trzydzieści dwa. Nigdy nie byłam tak wcześnie w szkole. Wyobrażam sobie minę pani Collins, gdy zobaczy mnie o tej porze. Chyba będę musiała pomóc jej zbierać szczękę z podłogi.
- O czym tak myślisz? - spytała mama.
- Co? Ja nie...O niczym, po prostu. - uśmiechnęłam się i zaczęłam odpinać swój pas.
- Przyjechać po ciebie?
- Nie, wrócę na nogach. To tylko dziesięć minut. - wyjaśniłam i dałam jej pożegnalnego całusa w polik - Pa, kocham cię.
- Ja ciebie też. - pomachała mi i odjechała. Czasami mam ochotę nakrzyczeć na moją mamę za jej wszystkie humorki, ale w takich momentach, jak ten, moje serce wypełnia się ciepłą rodzicielską miłością. To takie fajne uczucie. Potrząsnęłam głową i wygoniłam z niej wszystkie myśli i rozejrzałam się po terenie szkoły. Jest dokładnie, tak jak myślałam. Westchnęłam i leniwym krokiem ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Myślałam, że dzisiejszy dzień będzie lepszy, a oprócz tego, że świeci słońce, jest tak samo ponury, jak przedtem. Gdy weszłam do środka, poczułam jakieś zapachy ze stołówki. Ugh. Nigdy nie jadłam tam posiłków. Nie, żebym się brzydziła, tylko raz po owocowej sałatce, miałam tygodniową biegunkę. Nie przyjemne wspomnienie. Moje rozmyślania przerwał mój upadek. Ała? Pomasowałam bolące miejsca i otworzyłam oczy. Co się przed chwilą stało? Przede mną leżał chłopak, który zapewne był sprawcą tego, że oboje leżeliśmy na podłodze. Albo to ja? Szłam zamyślona i...Boże.
- Oh, przepraszam - powiedzieliśmy w tym samym momencie. Zaśmialiśmy się, po czym chłopak wstał i podał mi rękę.
- Serio, przepraszam. Szedłem zamyślony i w ogóle, to moja wina. - powiedział ze skruchą, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. To normalne na tym zakręcie. Wiele osób już tak miało. A ty jesteś chyba...
- Harry. I tak, jestem nowy, jeśli o to ci chodziło. - przerwał mi, a ja mu przytaknęłam.
- Więc...co robisz, tak wcześnie w szkole? - spytałam.
- Z racji tego, iż to mój pierwszy dzień, moja mama nalegała, aby mnie zawieść, a poza tym musiałem załatwić kilka rzeczy, jak plan lekcji, czy kluczyk od szafeczki - oznajmił. To dziwne, bo znam tego chłopaka kilka minut, a w jego towarzystwie czuję się pewniej, niż przy jakiejkolwiek innej osobie.
- Oh, przepraszam. Zapomniałam się przedstawić. Jestem Faith - podałam mu rękę, którą uścisnął. Moja dłoń, przy jego wyglądała bardzo skąpo. Jego była duża, a moja mała pokryta pierścionkiem na serdecznym palcu.
- Miło cię poznać, Faith. Myślisz, że będziemy mieć okazję porozmawiać później? - spytał i odgarnął grzywkę ze swojego czoła. Wcześniej nawet nie zwróciłam uwagi na jego wygląd...
- Tak, wydaję mi się, że tak.
- W takim razie, do zobaczenia później. - pożegnał się i poszedł w drugą stronę. Uśmiechnęłam się.
- Do zobaczenia...
Dzień w szkole dłużył mi się niesamowicie. Siedziałam na biologi, przysłuchując się nudnemu monologowi pani Harris i czekałam na cud. Co mnie obchodziły jakieś bezkręgowce? Totalne głupoty. Poczułam, jak czyjaś dłoń dotyka moich pleców. Obróciłam się u ujrzałam tego chłopaka samego chłopaka, którego dziś rano poznałam. Nawet nie zauważyłam, że za mną siedzi. Podał mi kartkę zwiniętą w małą kulkę, którą szybko chwyciłam i rozwinęłam.
" Mogę się do ciebie dosiąść? :) "
Lekko zdziwiona kiwnęłam głową i zabrałam swoje rzeczy z drugiej połowy ławki. Gdy pani Harris obróciła się i pisała coś na tablicy, chłopak z lokami zwinnie przeniósł swoje rzeczy i usiadł koło mnie. Uśmiechnęłam się i raz jeszcze przyjrzałam się kartce, którą mi dał. Miał bardzo ładne i wyraźne pismo. Chyba pierwszy raz widzę, aby chłopak pisał tak zgrabnie.
- Cześć - szepnął i uroczo się uśmiechnął.
- Hej - odpowiedziałam i udałam, że słucham nauczycielki. Zagapiłam się i nie zwracałam uwagi na chłopaka koło mnie, dopóki nie podał mi kartki papieru.
" Jak tam? xx "
Posłałam mu rozbawione spojrzenie, a on wymownie wzruszył ramionami.
" Wszystko dobrze, a u Ciebie? :) "
Starałam się pisać ładnie, ale chyba mi to nie wyszło. Mam naprawdę okropne pismo. Podałam kędzierzawemu kartkę.
'' Też. Myślałem, że się rozpiszesz i dowiem się czegoś więcej :D "
Zmarszczyłam czoło.
" Co? Dlaczego tak myślałeś? "
Lekcja ciągnęła się niesamowicie długo. Nie myślałam o niczym innym, jak o położeniu się w moim wygodnym łóżku. Mogłabym przynajmniej dokończyć jeden z sezonów Plotkary. Spojrzałam na papier, który podał mi mój kolega z ławki.
" Hmm, bo jesteś kobietą, a one z reguły dużo mówią :)"
Prychnęłam pod nosem i zabrałam się za odpisywanie.
" Oh, cóż. W takim razie jestem facetem. George jestem, miło mi. Xx "
Udałam obrażoną i oddałam chłopakowi papier. Pff. Znam wielu mężczyzn, którzy również mają wiele do powiedzenia. Usłyszałam cichy chichot.
" Zabawnym facetem. Chociaż my z reguły lubimy żartować. "
Oh.
" Kobiety również. Ale jeśli chcesz, mogę udawać kompletną nudziarę, która będzie odpowiadała monosylabami typu: no, aha, ok, tak, nie...huh? "
Znowu zachichotał.
"Chciałbym zobaczyć, jak tak się zachowujesz, ale za bardzo lubię twoje poczucie humoru, więc odpowiedź brzmi: nie, dziękuję :D"
Uśmiechnęłam się i w tym samym momencie rozbrzmiał się dzwonek. Nareszcie. Zbawienie. Zaczęłam pakować swoje rzecz do torby i spojrzałam na Harry'ego.
- Emm, masz może jakieś notatki z biologi? - spytał.
__________________________________________________
Hej. Na początku chciałabym podziękować za komentarze, które o dziwo się pojawiły. Byłam pewna, że nikomu się nie spodoba i takie tam. I również chciałabym przeprosić. Początki, jak niektórzy wiedzą potrafią być trudne...Mój również nie jest łatwy, ale żeby przejść do sedna, trzeba przetrwać nudne pierwsze rozdziały. Dziękuję i do napisania♥
Jakże zdziwiona byłam, gdy rano można było zobaczyć słońce. Przez kilka ostatnich tygodni całą piękną panoramę Holmes Chapel zakrywały pochmurne chmury. Powodem tego również mogła być zbliżająca się jesień. No, ale wrzesień to miesiąc w połowie kończącego się lata i zaczynającej się jesieni. Przetarłam zmęczona oczy i głośno ziewnęłam. Gdyby był tu ktoś ze mną, z pewnością spaliłabym buraka. Mam szczęście, bo nienawidzę swojej twarzy w tym stanie. Leniwym ruchem wstałam do pozycji pół siedzącej i rozejrzałam się po moim pokoju. Mój azyl. Pomieszczenie, które kryje wiele wspomnień, wylanych łez i dobrego humoru. Usłyszałam pukanie do drzwi i powiedziałam ciche "proszę". W drzwiach stanęła moja mama z lekkim uśmiechem na ustach.
- Widzę, że już wstałaś - odezwała się.
- Noo... - przeciągnęłam i wyciągnęłam ręce w celu rozciągnięcia kości.
- Pośpiesz się, bo się spóźnisz.
- Oh, kochana mamusia już się skończyła? - powiedziałam żartem - Typowa rodzicielka powinna przynieść swojej ukochanej córce śniadanie do łóżka i ucałować w czoło...
- Cóż, najwyraźniej nie jestem typową rodzicielką - wytknęła mi język - Czasami potrafię być nieco szalona.
- Tak, a zwłaszcza wtedy, gdy grasz w pasjansa na komputerze - oznajmiłam. Chwilowo nastąpiła cisza, ale zaraz została przerwana przez głośny śmiech mojej mamy. Bez chwili zastanowienia poszłam w jej ślady.
- To ci się udało, Faith. - powiedziała, gdy skończyła się głupkowato śmiać - Ale teraz już na poważnie. Zbieraj się. Już po siódmej, masz dwadzieścia minut.
- Czemu? - zdziwiłam się.
- Podrzucę cię, bo muszę załatwić kilka formalności w urzędzie miasta - stwierdziła. Przytaknęłam i z westchnięciem wstałam z łóżka. Moim pierwszym przystankiem była łazienka, a następne garderoba. Śniadań nigdy nie jadłam, bo nie zdążałam. Albo wstawałam za późno albo najzwyczajniej na świecie mi się nie chciało. Gdy wsiadałam do auta była dopiero siódma trzydzieści dwa. Nigdy nie byłam tak wcześnie w szkole. Wyobrażam sobie minę pani Collins, gdy zobaczy mnie o tej porze. Chyba będę musiała pomóc jej zbierać szczękę z podłogi.
- O czym tak myślisz? - spytała mama.
- Co? Ja nie...O niczym, po prostu. - uśmiechnęłam się i zaczęłam odpinać swój pas.
- Przyjechać po ciebie?
- Nie, wrócę na nogach. To tylko dziesięć minut. - wyjaśniłam i dałam jej pożegnalnego całusa w polik - Pa, kocham cię.
- Ja ciebie też. - pomachała mi i odjechała. Czasami mam ochotę nakrzyczeć na moją mamę za jej wszystkie humorki, ale w takich momentach, jak ten, moje serce wypełnia się ciepłą rodzicielską miłością. To takie fajne uczucie. Potrząsnęłam głową i wygoniłam z niej wszystkie myśli i rozejrzałam się po terenie szkoły. Jest dokładnie, tak jak myślałam. Westchnęłam i leniwym krokiem ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Myślałam, że dzisiejszy dzień będzie lepszy, a oprócz tego, że świeci słońce, jest tak samo ponury, jak przedtem. Gdy weszłam do środka, poczułam jakieś zapachy ze stołówki. Ugh. Nigdy nie jadłam tam posiłków. Nie, żebym się brzydziła, tylko raz po owocowej sałatce, miałam tygodniową biegunkę. Nie przyjemne wspomnienie. Moje rozmyślania przerwał mój upadek. Ała? Pomasowałam bolące miejsca i otworzyłam oczy. Co się przed chwilą stało? Przede mną leżał chłopak, który zapewne był sprawcą tego, że oboje leżeliśmy na podłodze. Albo to ja? Szłam zamyślona i...Boże.
- Oh, przepraszam - powiedzieliśmy w tym samym momencie. Zaśmialiśmy się, po czym chłopak wstał i podał mi rękę.
- Serio, przepraszam. Szedłem zamyślony i w ogóle, to moja wina. - powiedział ze skruchą, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. To normalne na tym zakręcie. Wiele osób już tak miało. A ty jesteś chyba...
- Harry. I tak, jestem nowy, jeśli o to ci chodziło. - przerwał mi, a ja mu przytaknęłam.
- Więc...co robisz, tak wcześnie w szkole? - spytałam.
- Z racji tego, iż to mój pierwszy dzień, moja mama nalegała, aby mnie zawieść, a poza tym musiałem załatwić kilka rzeczy, jak plan lekcji, czy kluczyk od szafeczki - oznajmił. To dziwne, bo znam tego chłopaka kilka minut, a w jego towarzystwie czuję się pewniej, niż przy jakiejkolwiek innej osobie.
- Oh, przepraszam. Zapomniałam się przedstawić. Jestem Faith - podałam mu rękę, którą uścisnął. Moja dłoń, przy jego wyglądała bardzo skąpo. Jego była duża, a moja mała pokryta pierścionkiem na serdecznym palcu.
- Miło cię poznać, Faith. Myślisz, że będziemy mieć okazję porozmawiać później? - spytał i odgarnął grzywkę ze swojego czoła. Wcześniej nawet nie zwróciłam uwagi na jego wygląd...
- Tak, wydaję mi się, że tak.
- W takim razie, do zobaczenia później. - pożegnał się i poszedł w drugą stronę. Uśmiechnęłam się.
- Do zobaczenia...
Dzień w szkole dłużył mi się niesamowicie. Siedziałam na biologi, przysłuchując się nudnemu monologowi pani Harris i czekałam na cud. Co mnie obchodziły jakieś bezkręgowce? Totalne głupoty. Poczułam, jak czyjaś dłoń dotyka moich pleców. Obróciłam się u ujrzałam tego chłopaka samego chłopaka, którego dziś rano poznałam. Nawet nie zauważyłam, że za mną siedzi. Podał mi kartkę zwiniętą w małą kulkę, którą szybko chwyciłam i rozwinęłam.
" Mogę się do ciebie dosiąść? :) "
Lekko zdziwiona kiwnęłam głową i zabrałam swoje rzeczy z drugiej połowy ławki. Gdy pani Harris obróciła się i pisała coś na tablicy, chłopak z lokami zwinnie przeniósł swoje rzeczy i usiadł koło mnie. Uśmiechnęłam się i raz jeszcze przyjrzałam się kartce, którą mi dał. Miał bardzo ładne i wyraźne pismo. Chyba pierwszy raz widzę, aby chłopak pisał tak zgrabnie.
- Cześć - szepnął i uroczo się uśmiechnął.
- Hej - odpowiedziałam i udałam, że słucham nauczycielki. Zagapiłam się i nie zwracałam uwagi na chłopaka koło mnie, dopóki nie podał mi kartki papieru.
" Jak tam? xx "
Posłałam mu rozbawione spojrzenie, a on wymownie wzruszył ramionami.
" Wszystko dobrze, a u Ciebie? :) "
Starałam się pisać ładnie, ale chyba mi to nie wyszło. Mam naprawdę okropne pismo. Podałam kędzierzawemu kartkę.
'' Też. Myślałem, że się rozpiszesz i dowiem się czegoś więcej :D "
Zmarszczyłam czoło.
" Co? Dlaczego tak myślałeś? "
Lekcja ciągnęła się niesamowicie długo. Nie myślałam o niczym innym, jak o położeniu się w moim wygodnym łóżku. Mogłabym przynajmniej dokończyć jeden z sezonów Plotkary. Spojrzałam na papier, który podał mi mój kolega z ławki.
" Hmm, bo jesteś kobietą, a one z reguły dużo mówią :)"
Prychnęłam pod nosem i zabrałam się za odpisywanie.
" Oh, cóż. W takim razie jestem facetem. George jestem, miło mi. Xx "
Udałam obrażoną i oddałam chłopakowi papier. Pff. Znam wielu mężczyzn, którzy również mają wiele do powiedzenia. Usłyszałam cichy chichot.
" Zabawnym facetem. Chociaż my z reguły lubimy żartować. "
Oh.
" Kobiety również. Ale jeśli chcesz, mogę udawać kompletną nudziarę, która będzie odpowiadała monosylabami typu: no, aha, ok, tak, nie...huh? "
Znowu zachichotał.
"Chciałbym zobaczyć, jak tak się zachowujesz, ale za bardzo lubię twoje poczucie humoru, więc odpowiedź brzmi: nie, dziękuję :D"
Uśmiechnęłam się i w tym samym momencie rozbrzmiał się dzwonek. Nareszcie. Zbawienie. Zaczęłam pakować swoje rzecz do torby i spojrzałam na Harry'ego.
- Emm, masz może jakieś notatki z biologi? - spytał.
__________________________________________________
Hej. Na początku chciałabym podziękować za komentarze, które o dziwo się pojawiły. Byłam pewna, że nikomu się nie spodoba i takie tam. I również chciałabym przeprosić. Początki, jak niektórzy wiedzą potrafią być trudne...Mój również nie jest łatwy, ale żeby przejść do sedna, trzeba przetrwać nudne pierwsze rozdziały. Dziękuję i do napisania♥
poniedziałek, 9 września 2013
Prolog.
''Drogi H.
Bo wiesz...
Życie jest zupełnie inne, gdy masz koło siebie osobę, która jest w stanie poświęcić wszystko, abyś tylko czuł się dobrze. Ale o czym ja piszę...Ty doskonale o tym wiesz. Albo nie? Nie wiem, czy byłam wystarczająca. Ty wiesz. Byłam? Nieważne. A może...Zapomnij. Musisz wiedzieć lub nie, ale w mojej głowie panuje aktualnie chaos. Zastanawiam się, dlaczego. Jestem już dorosła, mam dziecko, kochanego męża i nie powinnam zachowywać się, jak dorastająca dziewczyna. A jednak...Wiem, że i tak pewnie nigdy nie wyślę tego listu, więc mogę pozwolić swojej wyobraźni na chwilę zapomnienia. A może to Ty tak na mnie działasz? Wiesz...po naszym ostatnim przypadkowym spotkaniu, coś złego dzieje się z moim sercem. Gdy tylko o Tobie pomyślę, czuję się, jak wtedy, gdy trzymaliśmy się za ręce i po prostu szliśmy. Milczeliśmy, ale doskonale się rozumieliśmy. Ciekawe, czy Ty też tak masz. Czego ja oczekuję...Boże, gdyby ten list zobaczył mój mąż...Nie, wolę o tym nawet nie myśleć. Gdy tylko skończę wylewać swoje myśli na papier, spalę to. Z kwaśnym uśmiechem skończę z przeszłością. Nie mogę wciąż żyć tamtymi latami, gdy naszymi jedynymi problemami, było to, czy wziąć czekoladowe lody czy truskawkowe. Zawsze braliśmy czekoladowe, moje ulubione. Ulegałeś mi...Ugh, tak tylko przypominam. Już nigdy nie powrócę do tych magicznych chwil z Tobą. Nie. To koniec. Szkoda, że zrozumiałam to dopiero po tylu latach. Musiała mi na karku stuknąć trzydziestka, aby uświadomić sobie o tym, że to nigdy nie wróci. Ale nie zapomnisz o mnie, prawda? W tym wielkim świecie czeka Cię wiele niespodzianek, zmartwień i łez, wiesz? Oczywiście, że tak. Jesteś silny. Zawsze byłeś. Dasz sobie radę. Trzymaj się, H. Powodzenia w karierze muzycznej, choć nie wiem, czy jest to potrzebne, skoro już jesteście sławni na cały świat. Chociaż...Szczęścia nigdy za wiele. Pozdrów kolegów z zespołu. Przepraszam za błędy i te mokre plamy na kartce. To tylko łzy.
P. S Nie zapomnij... Nie wiem, jak Ci... Trzym. .. Będę zawsze dla Ci... Obiecaj, że nigdy mnie nie...
I will always love you.
Faith. ''
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)