poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 2.

- Faith! - usłyszałam za swoimi plecami i momentalnie odwróciłam się w kierunku dobiegającego głosu.
- Oh, Karen. Hej - przywitałam się z przyjaciółką, która zdyszana i mega spocona podbiegła koło mnie.
- Na samym początku przepraszam za to - powiedziała i wskazała palcem na swoją posturę - Okropnie śmierdzę, ale to wszystko przez pana Fitza! Kazał nam biegać pięć okrążeń wokół boiska, a dobrze wiesz, jak działa na mnie jakikolwiek wysiłek fizyczny! - wyżaliła się i rozłożyła ręce - Gdzie idziesz? - spytała. Karen była osobą, która wyjątkowo dużo gadała. Czasami było to naprawdę wkurzające, ale po tylu latach, jakie z nią przeszłam - dało się do tego przyzwyczaić. Wywróciłam oczami, gdy zaczęła mi opowiadać o tym, jak tyłek pana Fitza genialnie wyglądał w jego krótkich szortach, które dziś założył.
- Faith, słuchasz mnie w ogóle? - potrząsnęła moim ramieniem, a ja szybko zamrugałam.
- Tak, tak. - uśmiechnęłam się szybko.
- Więc masz zamiar pojawić się na dzisiejszej imprezie u Tony'ego? - spytała, a ja zdegustowana zmarszczyłam nos. Tony Marin był jedną z najpopularniejszych osób w szkole i każdy doskonale wiedział, że przebywanie na jednej z urządzanych przez niego imprez, a było ich naprawdę wiele, powinno być zaszczytem.
- No nie wiem...- odpowiedziałam.
- Słyszałaś nowego newsa? - spytała wyraźnie podekscytowana. Pokiwałam przecząco głową.
- Oh, Boże! Dziewczyno, gdzieś ty była, kiedy cię nie było? - zapytała, a ja przewróciłam oczami - W każdym razie, dzisiaj po angielskim, Tony podszedł do mnie i do Megg. Najpierw z nami rozmawiał, co było dziwne i naprawdę starałam się nie zachowywać głupio, no ale wiesz, jak to ja...Musiałam palnąć coś debilnego i wyszło, że wszyscy zaczęliśmy się śmiać...A potem po prostu spytał się, czy nie chcemy wpaść na imprezę, którą dziś organizuje. No, a wiesz, jak to my, no nie? Nie mogłybyśmy odmówić...
-Ohh - powiedziałam zdziwiona - To fajnie, że was zaprosił.
- Taa! - przeciągnęła - A wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? - poruszyła brwiami w ten zabawny sposób. Zaśmiałam się.
- Spytał się o ciebie. - powiedziała, a ja zmarszczyłam czoło. Co Tony Marin chciałby od takiego szaraczka, jakim byłam?
- Co mówił? - zapytałam wyraźnie zaciekawiona.
- Pytał się, gdzie jesteś i takie tam...Powiedział, że mamy cię ze sobą zabrać, bo bez ciebie to nie to samo. - oznajmiła, uśmiechając się szeroko.
- Ugh, więc teraz będę tą złą, jeśli nie przyjdę? - spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź na moje pytanie. Karen przytaknęła, a ja głośno westchnęłam. Oh, i co ja mam powiedzieć mamie?



Po szkole, zostałam w domu i odrobiłam wszystkie lekcje, mimo tego iż był piątek. Siedziałam, jak na szpilkach, czekając na mamę. Doskonale wiedziałam, jakie ma zdanie o jakichkolwiek imprezach i nie wiedziałam, jaką bajkę powinnam jej wcisnąć. ''O, cześć mamusiu. Daj pomogę ci z zakupami, a potem w zamiar tego, puścisz mnie na imprezę do najpopularniejszego chłopaka w szkole, bo powiedział, że beze mnie to nie to samo?'' Pomyślałam. Jasne, na pewno mnie puści. Już wyobrażam sobie jej minę, gdyby to usłyszała. Westchnęłam i w geście zrelaksowania potarłam palcami o skroń. Odwróciłam się w stronę otwieranych drzwi, a w nich ujrzałam moją matkę, a za nią jakiegoś...faceta? Otworzyłam szerzej oczy i zerwałam się z kanapy, aby podejść bliżej drzwi.
- Cześć mamo - przywitałam się, starając się ukryć zdziwienie, które kryło się na mojej twarzy, gdy nieznajomy koleś dotknął moją rodzicielkę.
- Oh, Faith...Nie wiedziałam, że jesteś w domu - stwierdziła zmieszana.
- Właściwie to mam zamiar wyjść i czekam na ciebie, aby spytać się, czy mogę...- powiedziałam lekko przyciszonym głosem.
- Jasne, pewnie. - uśmiechnęła się.
- Hmm...I tyle? - zmarszczyłam czoło.
- Oh, przepraszam. To jest Carol, a to moja córka Faith. - zwróciła się do mnie i do jej przyjaciela. Mężczyzna podał mi rękę, którą chwyciłam i uścisnęłam.
- Miło mi pana poznać - powiedziałam.
- Proszę, mów mi po imieniu. - stwierdził i mrugnął do mnie. Uśmiechnęłam się krzywo i obracając się na pięcie, skierowałam się do swojego pokoju. To było...dziwne? Nie wiem. Nie pamiętam, kiedy moja mama przyprowadziła do domu jakiegoś...kolegę? O ile kolegą mogłabym nazywać Carola. Mógł być kimś więcej...Ugh, nieważne. Poza tym, nie spodziewałam się, że tak łatwo pójdzie. Moja mama zgodziła się bez problemu...Nawet nie spytała, gdzie idę, z kim i o której wrócę. To pewnie zasługa tego mężczyzny. Oh, może przychodzić do nas znacznie częściej. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Karen. Muszę ją poinformować, żeby podjechali po mnie.
- Faith, możesz? - spytała na powitaniu. Zaśmiałam się cicho.
- Tak. Możecie po mnie przyjechać? Będę gotowa za pół godziny.
- Jasne! - powiedziała uradowana - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że idziesz! A co z twoją mamą? Wie?
- Um...To jest dość skomplikowany temat i powiem ci o tym, gdy się zobaczymy.
- Ok, więc do zobaczenia niedługo! - rozłączyła się, a ja w szybkim tempie znalazłam się w łazience. Rozebrałam się i od razu weszłam pod prysznic. Prawdopodobnie była to jedna z najszybszych kąpieli w moim życiu. Powinnam powiedzieć Karen, że potrzebuję więcej czasu, ale no...Jestem Faith Vunn i nie pomyślę, zanim coś powiem. Gdy opłukałam ciało i wyszłam spod prysznica, od razu zaczęłam suszyć włosy, które na moje szczęście, szybko schły. Gdy włosy były już całkowicie suche, zabrałam się za malowanie. Nie byłam miłośniczką makijażu, więc postawiłam na prostotę. Tusz do rzęs i fluid, który zakrywał parę niedoskonałości na mojej twarzy, powinien wystarczyć. Zakryłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki, kierując się do garderoby, w której czekały już wcześniej naszykowane przeze mnie ciuchy. Dobrze wiedziałam, że i tak czy siak znajdę się na tej imprezie, więc wolałam zaoszczędzić na czasie. Gdy byłam w pełni gotowa, zeszłam na dół, aby założyć buty. Słyszałam śmiech mojej mamy i ciekawość zżerała mnie od środka, więc musiałam kątem oka zajrzeć w stronę salonu, z którego dobiegały głosy. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zobaczyłam na twarzy mojej mamy uśmiech. Szczery, pełen wdzięczności uśmiech.
Zamrugałam kilka razy, aby otrząsnąć się z zamyślenia.
- Mamo, idę! - krzyknęłam i założyłam buty. Zwykłe, białe tenisówki, które pasowały praktycznie do wszystkiego i dlatego były jedną z moich ulubionych par obuwia.
- Dobrze, baw się dobrze! - odkrzyknęła, a moje oczy prawie wyszły z oczodołów. ''Baw się dobrze''? To w ogóle nie podobne do mojej mamy. Czy to aby ta sama kobieta, która mnie urodziła i wychowała? Udałam, że to co powiedziała wcale mnie nie obchodzi i z uśmiechem na twarzy wyszłam z domu. Samochód już czekał. Podeszłam do czarnego audi a2 i otworzyłam drzwi.
- Cześć wszystkim - przywitałam się. Na przednim siedzeniu siedziała Karen, z tyłu Josh razem z Megg, a George był kierowcą.
- Oh, Faith! Ślicznie wyglądasz, Tony'emu na pewno się spodobasz, a wiesz, że...- zaczęła Karen, a ja już wiedziałam, że ten wieczór będzie należał do udanych.



Impreza była niesamowita. Pełno nowych ludzi, alkoholu i dobrej muzyki, sprawiało, że życie miało sens. Tak naprawdę była to moja pierwsza impreza od...Sama nie wiem, od kiedy. Na pewno od bardzo długiego czasu. Wtedy to było coś zupełnie innego. Musiałam się pilnować, bo w każdej chwili mogła zadzwonić moja matka. A teraz bynajmniej mam pewność, że jej nowy kolega zajmie ją czymś i ostatnią rzeczą, o jakiej będzie myślała, to zatelefonowanie do mnie. Powoli sączyłam swojego drinka i przysłuchiwałam się Karen, która mówiła o Bóg wie czym. Mimo tego, było naprawdę fajnie. Co chwilę podchodzili do nas ludzie, których widziałam pierwszy raz na oczy i witali się z nami.
- Cześć, Faith - usłyszałam i odwróciłam się. Za mną stał chłopak, którego poznałam dzisiaj rano.
- Hej...Um, Harry? - przywitałam się z nim. Nie byłam pewna, czy tak naprawdę ma na imię. Uśmiechnął się i podszedł bliżej mnie.
- Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy...- stwierdził, uśmiechając się. Oh, on ma dołeczki!
- Taak, sto lat minęło. - zaśmiałam się - Wszystko w porządku, a u ciebie? I hmm...- udawałam, że się zastanawiam - Jakim cudem jesteś na imprezie Tony'ego, skoro jesteś w szkole dopiero jeden dzień? - zapytałam. To był naprawdę interesujący fakt. Zwłaszcza, że ja w drugiej klasie gimnazjum próbowałam zwrócić jego uwagę przez cały czas, a i tak nigdy nie zaprosił mnie na swoją imprezę. Aż do teraz...
- Ermm...- udał zmieszanego - Dostałem zaproszenie od Marina. To całkiem fajny gościu...
- Ale...jak? - próbowałam ukryć zdziwienie, malujące się na mojej twarzy, ale z pewnością szło mi to kiepsko. Bardzo kiepsko...
- Zapisałem się do drużyny koszykarskiej...- powiedział, wzruszając ramionami i biorąc łyk swojego napoju, którego trzymał w rękach. Ahh, teraz wszystko było jasne. Tony od zawsze grał w kosza i zawsze zapraszał całą drużynę. Uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- To dobrze...Gratulacje - powiedziałam i podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Dziękuję.
Rozmowa z Harry'm nabierała tępa i zaczęliśmy rozmawiać na przeróżne tematy. Dowiedziałam się, że Holmes Chapel to rodzinne miasto jego matki i gdy był młodszy mieszkał tu przez kilka lat. Okazało się nawet, że byliśmy w tej samej grupie w przedszkolu, tylko za sobą nie przepadaliśmy.
- Nie wierzę własnym oczom, Faith Vunn pojawiła się na mojej domówce - usłyszałam głos i razem z Harry'm odwróciliśmy się. Za nami stał Tony, który na pewno był już pijany.
- Cześć, Tony - przywitałam się z chłopakiem. Mimo wszystko nie chciałam zdobyć głupiej opinii na starcie.
Chłopak podszedł do nas bliżej i chwycił moją rękę, którą ucałował. Wszyscy wokół nas głośno zagwizdali, a ja stałam, jak wryta i mogłabym się założyć, że moja twarz wyglądała teraz, jak jeden duży pomidor.
- Ogłaszam, iż gra w butelkę właśnie się rozpoczęła! - krzyknął nietrzeźwy chłopak, a wszyscy wokół nas głośno zawitali. Prawdopodobnie była to jedna z rzeczy, na którą czekali. Przypomniałam sobie właśnie, gdy pewien chłopak powiedział mi, że podczas gry w butelkę na imprezach u Tony'ego potrafią dziać się naprawdę ciekawe rzeczy. Na przykład pewnego razu, Caleb z 3F musiał wsadzić swój język w pysk zdechłego już, psa Tony'ego. Mimo tego iż było to naprawdę obrzydliwą rzeczą, chciałabym to zobaczyć...
- Ja chyba nie gram - powiedziałam w stronę kędzierzawego chłopaka, który stał po mojej lewej stronie.
- Co? - zdziwił się Marin - Nie ma tak, piękna. Grasz albo...grasz! - powiedział wyraźnie podekscytowany. Zmarszczyłam czoło. To było głupie...Nim się obejrzałam siedziałam w wielkim kole koło Megg i Tony'ego. Ten chłopak był naprawdę przerażający. Zagroził Karen, że jeśli nie będzie mógł usiąść koło mnie, wyleci z imprezy. Dziewczyna, jak zwykle musiała dodać swoje pięć groszy, ale przystała na jego pomysł i usiadła razem z Joshem, Georgem na przeciwko nas. W kole siedziało dużo osób. Niektórych znałam z widzenia, a niektórych prawie wcale. Na początku wszyscy się przedstawialiśmy. Emily, George, Josh, Karen, Micheal, Jonny, Finn, Harry, Pamela, Oscar, Alex, Victoria, Helen, Charlie, Ella, Tony, Megg i ja. Siedemnaście osób. Pierwszą osobą, która zakręciła butelką był Harry. Modliłam się w duchu, aby tylko nie wypadło na mnie. Nie chciałam iść na pierwszy ogień. Na szczęście, to nie ja byłam ta nieszczęśliwa, tylko Oscar, który musiał wskoczyć do basenu w ciuchach. O dziwo, chłopak wcale nie był smutny z tego powodu. Z uśmiechem na ustach wskoczył do zimnej wody, a później dumnie z niej wyszedł.
- Możesz przestać? - zwróciłam się do Tony'ego, którego ręka wylądowała na moim kolanie już po raz któryś. Na jego twarz wpełznął cwany uśmieszek. Strzepnęłam jego dłoń z mojej nogi i głośno westchnęłam. Spróbowałam odwrócić się w stronę mojej przyjaciółki, lecz ta nie zwracała nawet na mnie uwagi. Zdecydowanie była zbyt pochłonięta grą. W końcu to ona kręciła. Przewróciłam oczami i wstałam. Miałam dość. Zwłaszcza, że Marin znów błądził swoimi rękami po moim ciele. Na szczęście nikt nie zauważył mojego odejścia, więc bezpiecznie mogłam skierować się po jeszcze jednego drinka. Musiałam jakoś odreagować. Odwróciłam się i przypatrywałam się niebu, na którym o dziwo było naprawdę wiele gwiazd. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu i gwałtowanie odwróciłam się do tyłu.
- Myślałaś, że dasz radę odejść niezauważona?




________________________________________
Hej wszystkim. Na początku chcę podziękować za komentarze i odwiedziny. To naprawdę wiele dla mnie znaczy ;-) Myślałam, że moje opowiadanie nie spodoba się nikomu, a jednak zostałam mile zaskoczona. Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Chciałam też powiedzieć, że plan mojego opowiadania spadł na zupełnie inny tor. Inaczej wszystko planowałam, ale to nie przeszkadza mi w pisaniu dalej. Mam jeszcze parę pomysłów, które pragnę tu opublikować. Cóż...zapraszam do czytania i komentowania. Kocham was♥♥
P.S Dodałam nowych bohaterów! Zajrzycie w zakładkę ''Bohaterowie'' ;-)

7 komentarzy:

  1. Super!Podoba mi się
    Mam nadzieję że to Harry na końcu podszedł do niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że nie napisałam nowego rozdziału. Teraz postaram się z całych sił, aby nowa notka pojawiła się niedługo. Cieszę się, że ci się podoba. ♥♥

      Usuń
  2. Super!podoba mi się
    Szybko pisz następny!

    M.Styles...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie. Będę czytać! Ściskam i dużo weny:)
    http://he-keeps-me-warm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział! coz.. mam nienajlepsze przeczucie co do tonny'ego ale wszystko sie okaze. czekam na nn i zapraszam do mnie :3

    because-life-is-a-fairy-tale.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie...Wszystko się okaże...Dziękuję za komentarz:*

      Usuń

Hej, wiesz, że nie dodając komentarza, zabijasz jednego samotnego aniołka? Weź się w garść i skomentuj♥