Obróciwszy się na pięcie, ujrzałam Tony'ego, który przyglądał mi się tym ohydnie pijackim wzrokiem. Przewróciłam oczyma i próbowałam od niego odejść, lecz szybko zareagował i dłonią przytrzymał moje biodro, abym stała w tym samym miejscu.
- Ja jeszcze nie przeszedłem do sedna, a ty już uciekasz? - spytał, uśmiechając się, jak ostatni kretyn. Czułam, jak krew w moich żyłach zaczęła pulsować. Nie wiem, czy to z powodu alkoholu, który prędzej czy później, musiał zacząć dawać o sobie znać, czy powodem tego było to, że Tony zaczął mnie denerwować i poniekąd zaczęłam się go bać. Nigdy nie wiadomo, co pijanemu chodzi po głowie, prawda? A chłopak zdecydowanie do najtrzeźwiejszych nie należał.
- Tony, moja przyjaciółka mnie woła. - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Marin obrócił się i rozejrzał.
- Karen? Hmm, wydaję mi się, że ona jest zajęta grą, a Meg zdecydowanie tu nie ma...Choć przed chwilą widziałem ją, jak lizała się z jakimś kolesiem w budce na zdjęcia mojego ojca...- stwierdził i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Skubany! Jak na pijanego, całkiem nieźle kontaktował. Wciągnęłam powietrze i zdałam sobie sprawę, że sama się wkopałam.
- Ale ja naprawdę muszę iść...- zrobiłam kwaśną minę i próbowałam odejść. Tony przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moją szyję. Jego ręka powędrowała na mój pośladek, a ja nawet nie zaczęłam zareagować. - Tony, proszę cię! - próbowałam go odepchnąć, ale na marne, bo on zdawał się przykleić do mnie bardziej. - Puść mnie!
- Oh, przestań, maleńka. Dopiero się rozkręcam, będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować. - stwierdził, nie przestając całować, a raczej ślinić mojej szyi.
- Tony, Faith powiedziała, że chce, abyś ją puścił...- usłyszałam za sobą czyjś głos i nagle poczułam szarpnięcie i znalazłam się za plecami jakiegoś chłopaka. Tony zaśmiał się i oblizał usta.
- Przestań zgrywać bohatera, jesteś tu dopiero jeden dzień...- odpowiedział.
- Dobrze wiesz, że go nie zgrywam. Nie możesz po prostu dopuścić do siebie myśli, że Vunn nie może być twoja, co? I że za każdym razem, gdy próbujesz do niej podejść w szkole, ona po prostu ucieka. Wiesz, że nie robi tego specjalnie, bo nawet nie wie, że ślinisz się na jej widok...Widzisz, wystarczy, że jestem tu dopiero jeden dzień, a wiem więcej od innych. - powiedział chłopak, który mnie uratował. Po głosie rozpoznałam, że był to Harry. Tak, to był na pewno on. Aż dziwne, że na samym początku go nie rozpoznałam...W głowie cały czas szumiały mi słowa Marina: "...będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować." Potrząsnęłam głową i momentalnie wyrzuciłam z niej wszelkie niezbędne myśli.
- Styles, grabisz sobie. - spojrzałam, jak Tony podwija rękawy swojej niebieskiej bluzy. - Chyba trzeba ci pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi...- kędzierzawy zaśmiał się i powtórzył jego gest. Zauważyłam, jak Marin podnosi rękę i zamierza się uderzyć Harry'ego. Nie wiedziałam, co zrobić. To w końcu było przeze mnie.
- Stop! - krzyknęłam i stanęłam między dwoma dużo wyższymi ode mnie chłopakami. Gdybym nie stanęła w tym miejscu, doszłoby do rękoczynu, a na razie musiała wystarczyć prowadzona przez nich bitwa na spojrzenia.
- Masz szczęście, że ona tu jest, bo naprawdę nie ręczyłbym za siebie...- stwierdził pijany Tony, a Harry jedynie prychnął. Zasalutował mu i odwrócił się w moją stronę.
- Chodźmy, Faith. - powiedział i złapał mnie za ramię. Chciałam zaprotestować, ale uległam mu. Wyglądał na złego. Bardzo złego. Uhm, cóż poniekąd czułam, jak jego złość rośnie z chwili na chwilę, ponieważ jego palce wbijały się w moją rękę, tak mocno, że na pewno zostaną tu jakieś małe sine ślady. Szliśmy w ciszy. Sama nie wiem gdzie, ale prawdopodobnie w jakieś ciche miejsce, gdzie spokojnie moglibyśmy porozmawiać, a chłopak mógłby się rozluźnić. Ziewnęłam, ponieważ poczułam, że robię się śpiąca. Głowa zaczęła mi lekko pulsować i miałam ochotę na kolejnego drinka.
- Gdzie idziemy? - spytałam w końcu.
- Nie wiem.
Odpowiedział, a ja poczułam dreszcze na swoim ciele. Jego ton głosu był ostry, więc stwierdziłam, iż dopóki dopóty się nie uspokoi, będę cicho. Zatrzymaliśmy się przy jakimś pniu, na którym można było usiąść. Zmęczenie dawało się we znaki, więc bez zastanowienia usiadłam na kawałku drewna, a Styles zrobił to samo.
- Nic ci nie jest? - spytał i spojrzał na mnie z troską. Jego głos nie był już taki ostry, jak wcześniej, więc mentalnie odetchnęłam z ulgą.
- Nie...Nie musisz tak reagować. On po prostu za dużo wypił i...- nie dokończyłam, ponieważ Harry złapał się za głowę i zaczął głośniej oddychać. Otworzyłam szerzej oczy, ale nic nie powiedziałam. Co jest grane? Między nami zapanowała cisza. Nie chciałam jej niszczyć, lecz kędzierzawy chłopak postanowił to zrobić.
- Zawsze taka jesteś? - spytał.
- To znaczy? - zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego.
- Usprawiedliwiasz kogoś, mimo tego iż nie wiesz, co chodziło mu po głowie - szybko wyjaśnił.
- A ty wiesz? - prychnęłam.
- Nie, ja...- zatrzymał się i popatrzył na mnie - Po prostu...To było do przewidzenia. Powiedziałaś mu, że chcesz, aby cię puścił, a on tego nie zrobił...Wiesz, co on mógł ci zrobić? - spytał z lekką złością w głosie.
- Tak, wiem...Ale to Tony. On by tego nie zrobił...- stwierdziłam. - On nie jest typem chłopaka, który by skrzywdził dziewczynę. Może nie dawno zachowywał się, jak totalny gnojek, ale uwierz mi, że nie doszłoby do niczego więcej...Skończyłoby się na co najwyżej na całowaniu...
- Po prostu nie znam go i nie wiem, o czym mógł myśleć...Ludzie są różni - westchnął, patrząc na mnie troskliwie.
- Wiem, ale ty także nie powinieneś oceniać ludzi po pozorach...To nie fair - odpowiedziałam.
- Taa...- podrapał się po karku z lekkim uśmiechem - Wystraszyłem się, okej?
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się - Ale myślę, iż głupie "sorry" załatwiłoby całą tą sprawę. Idź do niego i tyle...Wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś i w ogóle...
- Jasne - objaśnił - Idziemy?
Przytaknęłam mu i oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cały czas dziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Dlaczego zareagował tak ostro? Ugh, dobra. Tony trochę przesadził. Jestem na niego zdenerwowana, ale jego zachowanie poniekąd można było usprawiedliwić. Gdy doszliśmy na posesję Marinów, Harry zaczął szukać Tony'ego, a ja zaczęłam szukać swoich przyjaciółek, które teraz Bóg wie, gdzie były. Gdy moje poszukiwania poszły na marne, wygrzebałam swój telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wybrałam numer do Karen. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam...
_____________________________________________________________
Trochę krótko. Zdecydowanie za krótko. Po prostu nie mam już pomysłu na ten rozdział. Obiecuję, że kolejne będą pojawiać się częściej w miarę możliwości i będą dłuższe. Przepraszam, że długo nie dodawałam...I no...Zapraszam do czytania. O ile ktoś w ogóle to jeszcze czyta...
Dobranoc, xx
Ja zaczęłam czytać :)
OdpowiedzUsuńCieszę się i zapraszam do czytania kolejnego rozdziału. Xx
UsuńO to czy ktoś czyta nie musisz się martwić ;)
OdpowiedzUsuńRozdział fajny... i przyznaje ci racje jest zdecydowanie za krótki ja dla mnie.
Nasz Hazz bohater... ciekawe co w tej jego polokowanej głowie siedzi... (coś mi się zdaje że to nie są takie grzeczne myśli o jakie można go by było posądzić ;)
Czekam na następny rozdział. Nie mogę się doczekać. (Przepraszam za komentarz, że jest taki "odklepany" ale nie mam zbyt dużo czasu dzisiaj, następnym razem dodam coś do siebie. (to jest główna zaleta moich komentarzy, moje pokręcone skojarzenia;)
Pozdrawiam, ściskam i całuje:Meggi :)
Nie masz za co przepraszać. Treść komentarza się dla mnie nie liczy, cieszę się, że w ogóle ktoś to komentuje i czyta. Nowy rozdział już się pojawił i mam nadzieję, że Ci się spodoba. ♥
Usuńtakie fajne. takie interesujace. takie faaaaaajne..a takie krotkie ._. xD
OdpowiedzUsuńrozdzial b.dobry - faith spodobala sie hazzie ? tak mysle skoro tak zareagowal .. hm. czekam na nn :*
Kolejny rozdział już się pojawił i według mnie, jest zdecydowanie dłuższy od tego! Dziękuję za twój komentarz i zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów♥
UsuńKurde, świetne opoowiadanie! szkoda,że dopiero 3 rozdział,,,bardzo wciąga!
OdpowiedzUsuńByłoby mi miło gdybyś odiwedziła i skomentowała http://devil-fanfiction.blogspot.com/