poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 4.

Impreza u Tony'ego na szczęście nie należała do tych, gdzie nie pamiętałam praktycznie nic. A uwierzcie mi, było takowych naprawdę wiele. Na starcie, muszę powiedzieć, że nie lubię, gdy ktoś mnie ocenia. To, że chodzę na domówki i piję, nie znaczy, że należę do dziewczyn, które oddają swoją cnotę na pierwszym lepszym tego typu spotkaniu. Ludzie mylą te znaczenia i zdecydowanie mi to przeszkadza. Jestem tylko nastolatką i moim życiowym motto jest to, aby żyć chwilą...A wracając do imprezy u Marina. Ciągle nie mogłam zapomnieć o Harry'm i o tym, jak stanął w mojej obronie. Poniekąd jestem mu naprawdę wdzięczna, ale z drugiej strony, Tony jest naprawdę silny i gdyby doszło do rękoczynu, Styles mógłby mocno dostać. Pamiętam, gdy w pierwszej klasie pobił się z jakimś kolesiem, który trafił do naszej szkoły z poprawczaka. Wydawał się on być dużo silniejszy od niego, ale jednakże to Tony wygrał tę walkę. Poza tym kędzierzawy zareagował naprawdę ostro. Nie wiedziałam, że jest zdolny do takiego zachowania. Myślałam, że jest spokojny. Na takiego wyglądał, aż do czasu...No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Z pewnością będę musiała podziękować Harry'emu za to, co dla mnie zrobił. Wciąż leżałam na swoim łóżku i rozmyślałam, dopóki dopóty nie usłyszałam śmiechu mojej mamy. Podniosłam w zdziwieniu brwi i podparłam się na łokciach. Drugą rzeczą, o której również nie mogłam przestać myśleć, była moja matka i jej nowy kolega. Są razem? Ile się znają? Uprawiali już seks? Dobra, tej ostatniej rzeczy nie muszę wiedzieć...Wydawała się być przy nim szczęśliwa. Zresztą on również patrzył się na nią troskliwym wzrokiem. Może to coś więcej? Uśmiech sam pojawił się na mojej zmęczonej twarzy. Fakt, iż moja rodzicielka mogłaby znaleźć sobie kogoś z kim byłaby szczęśliwa, naprawdę mnie cieszył. Po dłuższych rozmyślaniach, postanowiłam wstać z łóżka i przywitać się dwoma dorosłymi. Gdy otworzyłam swoje drzwi, od razu wyczułam piękny zapach, który wyłaniał się z kuchni. Zeszłam ze schodów i przez salon, powędrowałam do kuchni.
- Dzień dobry - powiedziałam i uśmiechając się, usiadłam przy stole.
- Cześć kochanie - przywitała się moja mama.
- Witaj Faith - powiedział Carol i pomachał mi na przywitanie.
- Co dziś na śniadanie? Ładnie pachnie. - objaśniłam.
- Carol stwierdził, że chce zrobić śniadanie, więc szykuj się na coś naprawdę pysznego.
- Oo - uniosłam brwi w zdziwieniu - A kiedy będzie gotowe?
- Niedługo - stwierdził i uśmiechnął się przyjaźnie w moim kierunku.
Stwierdziwszy, iż na śniadanie będę musiała jeszcze chwilę poczekać, odeszłam od stołu i postanowiłam zadzwonić do Meg. Po paru sygnałach w końcu odebrała telefon.
- Faith, coś się stało, że dzwonisz do mnie o tak wczesnej porze? - spytała zaspanym głosem.
- Wczesnej? Kochana, jest godzina dziesiąta. - uśmiechnęłam się.
- Oh, dobra cicho siedź. Co jest? - spytała, a ja się zaśmiałam. Kochałam ją denerwować.
- Po prostu chciałam się spytać, jak się wczoraj bawiłaś...
- Hmm...Było - zastanowiła się chwilę - Fajnie...
- Fajnie? Tylko tyle masz do powiedzenia? - spytałam i uniosłam brwi.
- Wiesz, który to Adam McLain? - zapytała.
- Hmm, od Sary McLain? Chyba tak, kojarzę, a co?
- Zaraz po grze w butelce, może nawet nie całej...To znaczy odeszłam stamtąd zaraz po tobie, no i ja wcale tego nie planowałam, po prostu tak no wyszło i...
- Meg, do sedna. - powiedziałam, śmiejąc się cicho.
- No i później spędziłam z nim resztę tej nocy. Odprowadził mnie, a moja mama zaproponowała mu nocowanie u nas, rozumiesz? Teraz siedzę w piwnicy, bo nie chciałam przy nim z tobą rozmawiać - wyjaśniła.
- Wow...- wydukałam. Nie sądziłam, że sprawy pomiędzy Meg, a Adamem nabiorą takiego tempa. Wiedziałam o tym, że ten chłopak podoba się mojej przyjaciółce już od dłuższego czasu, ale no...
- Nie doszło między wami do niczego więcej, prawda?
- Faith, jeśli o to pytasz, to tak, wciąż jestem dziewicą. - oznajmiła, a ja się zaśmiałam - Całowaliśmy się trochę. Potem, gdy moi rodzice poszli spać, wymknął się z pokoju gościnnego i przyszedł do mnie. Poleżeliśmy chwilę razem, a potem poszedł się położyć.
- Awww, to słodkie! Jak taka zakazana miłość...- skomentowałam.
- Wypluj te słowa, bo mogą okazać się prorocze. Moja mama już zabija mnie wzrokiem za jego obecność, a co dopiero będzie, gdybyśmy na przykład zostali parą...- rozmarzyła się.
- No, miejmy nadzieję, że jej przejdzie.
- A ja z tobą i Tony'm? Widziałam, jak się wczoraj do ciebie próbował dobrać, ale ten nowy...Jak mu jest? Hhmm...
- Harry...- weszłam jej w słowo.
- No tak! Harry cię wczoraj obronił, prawda?
- Faith, śniadanie! - usłyszałam głos swojej mamy i w środku zaczęłam dziękować Bogu, że moja rodzicielka ma tak świetne wyczucie czasu.
- Meg, muszę kończyć, porozmawiamy potem.
- Faith, dobrze wiesz, że nie wymigasz...- zaczęła, ale rozłączyłam się i nie słuchałam już dłużej jej paplaniny. Nie chciało mi się tłumaczyć jego zachowania, więc czym prędzej pognałam do kuchni, aby zapomnieć o wszystkich przytłaczających mnie myślach. Moim jedynym celem na dzisiaj było złożenie wizyty w domu Harry'ego, aby mu podziękować, a potem miałam zamiar tylko i wyłącznie wylegiwać się przed telewizorem na kanapie. Po wczorajszej imprezie, nie czułam się zbyt dobrze i właśnie chyba zaczęłam odczuwać skutki wczorajszego picia.  Gdy weszłam do kuchni, zauważyłam, jak na stole leżą naleśniki ze szpinakiem. Na sam ich widok, mój brzuch dał o sobie znać. Usiadłam przy stole razem z mamą i Carolem i zaczęłam jeść swój posiłek. To było naprawdę przepyszne.
- Musisz chyba częściej do nas przychodzić. To jest naprawdę dobre. - powiedziałam w stronę kolegi mojej mamy.
- Tylko dobre? - uśmiechnął się do mnie.
- Ugh, dobra! Są przeepyszne. Mamo, musimy się nauczyć takie robić.
- Definitywnie...- powiedziała z porcją w buzi - Umm...Faith, masz dziś jakieś plany?
- To znaczy, muszę zanieść takiemu koledze plan lekcji na przyszły tydzień, bo jest nowy i jeszcze mu go nie dostarczyli - skłamałam, bo wolałam uniknąć niepotrzebnych komentarzy mojej matki.
- Mhm. To zabierz ze sobą kluczę w razie czego. My z Carolem jedziemy na zakupy, a później do niego, więc nie będzie mnie...
- Mamo, dobrze wiesz, że zawsze biorę kluczę, bez znaczenia, czy jesteś w domu, czy też cię nie ma...- oznajmiłam i wstając od stołu, podziękowałam Carolowi za pyszne śniadanie, a mamie oznajmiłam, że idę się przygotować do wyjścia. A w głowie układałam sobie scenariusz, jakbym mogła podziękować mojemu nowemu kędzierzawemu koledze.



Gdy wyszykowałam się, krzyknęłam dwóm dorosłym, że wychodzę i zaczęłam iść w kierunku domu Harry'ego. Mieszkał tylko parę domów dalej, więc nie szłam zbyt długo. Gdy znalazłam się przed posiadłością Stylesów, otworzyłam furtkę i po schodkach weszłam i zapukałam do drzwi. Stanęła w nich kobieta w średnim wieku. Z ładnym uśmiechem i długimi, brązowymi włosami. Była naprawdę ładna i podobna do Harry'ego. Albo Harry do niej. Nieważne. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
- Dzień dobry. Jest Harry? - odważyłam się w końcu zapytać. Stwierdziłam, iż wpatrywanie się jego mamę było trochę dziwne.
- Skarbie, wyszedł przed chwilką do sklepu, ale wejdź. Możesz poczekać na niego w środku. - powiedziała i otworzyła szerzej drzwi, abym mogła wejść. Wnętrze domu wyglądało normalnie. Nie było tu ani bogato, ani biednie...Wyglądało, jakby ktoś był...w domu. Dziwne stwierdzenie, ale ta przytulna atmosfera, którą już zdążyłam zbadać, była naprawdę fajna.
- Dziękuję bardzo. Mają państwo naprawdę ładny dom. - stwierdziłam.
- Oj, przesadzasz. Mów mi Anne, to po pierwsze. A po drugie, nie stresuj się tak, nie gryzę. - zaśmiała się, a ja się zarumieniłam. Czy to było aż tak widać? - A ty jak masz na imię?
- Faith.
- Ładne imię, naprawdę ładne...Przyszłaś do Harry'ego w jakiejś konkretnej sprawie? Ahh, poza tym, rozbierz się, wejdziemy do kuchni, zrobię nam kawę i porozmawiamy...Wysłać mojego syna do sklepu, to tak jakby wysłać do na drugi koniec świata - zaśmiałam się - Naprawdę, wiem co mówię...
Pani Sty...To znaczy, Anne była naprawdę miłą kobietą. Gdy zrobiła nam po filiżance kawy, zaczęła ze mną rozmawiać, tak jakbym była jej przyjaciółką, czy osobą, którą zna od lat. Pytała się mnie, jak poznałam się z Harry'm i mówiła mi, że naprawdę cieszy się z tego faktu, iż jej syn poznał kogoś nowego. Biło od niej ciepłe nastawienie, a uśmiech z mojej twarzy prawie nie schodził, gdy Anne opowiadała mi różne śmieszne historie, jakie przytrafiły się jej bądź Harry'emu. Po jakimś czasie usłyszałyśmy zamykanie drzwi, a kobieta w średnim wieku westchnęła.
- No widzisz, mówiłam ci...Harry jak wybiera się na zakupy, może spędzić na nich więcej niż przeciętna kobieta...- skomentowała, a ja zaśmiałam się i upiłam łyk kawy.
- Już jestem! - chłopak krzyknął.
- No nareszcie, myślałam, że zaginąłeś w akcji, synu...Poza tym masz gościa! - Anne odkrzyknęła, a ja momentalnie się zestresowałam. Sama nie wiem, dlaczego, ale po prostu...Po prostu taka byłam.
Gdy chłopak wszedł do kuchni, uśmiechnął się szeroko na mój widok, a ja odwzajemniłam ten gest.
- Cześć, Faith. - przywitał się ze mną.
- Hej - powiedziałam nieśmiało.
- Mamo, mogłaś do mnie zadzwonić, że Faith przyszła...- chłopak zwrócił się w stronę swojej matki.
- Gdybym wiedziała, że tak długo zejdzie ci na kupowaniu jednej rzeczy, to z pewnością bym to zrobiła... - Harry wywrócił oczyma i uśmiechnął się w moją stronę.
- Przepraszam...Mamo, my idziemy do mnie do pokoju. Zrobisz coś do jedzenia? - spytał, a kobieta pokiwała twierdząco głową. - Chodź - złapał mnie za ramię i poprowadził po schodach.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie, gdy wchodziliśmy do jego pokoju.
- Ładny pokój - uśmiechnęłam się - Pytasz się, jak się czuję, po wczorajszej imprezie, czy jak się czuję po tej całej sytuacji?
- Hmmm, oba.
- Cóż, chyba dopiero teraz odczuwam skutki wczorajszego picia, bo czuję się serio dziwnie, a po tej wczorajszej sytuacji...- zastanowiłam się chwilę - Chyba dobrze. Do niczego nie doszło...I właściwie, przyszłam do ciebie po to, aby ci podziękować. Więc, dziękuję...
- Nie ma za co - uśmiechnął się i wystawił policzek, a ja podniosłam w zdziwieniu brwi.
- Nie ma szans! - popchnęłam go lekko, a on się zaśmiał.
- Dlaczego nie? To w końcu ja wczoraj byłem twoim bohaterem.
- Mój bohater chyba ma nierówno pod sufitem...- skomentowałam pod nosem.
- Słyszałem to.
Spojrzałam na twarz bruneta i o mało się nie zaśmiałam. Stał przede mną ze złą miną i wpatrywał się mnie z szczenięcymi oczyma. Zaśmiałam się cicho i postanowiłam cmoknąć go w policzek.
- No i to mi chodziło...Teraz powiedz mi, jaki film chcesz obejrzeć. - oznajmił wyraźnie uradowany.
Gdy po wielu przekomarzaniach, jaki to film powinniśmy obejrzeć, wreszcie udało mi się wygrać i postawić na swoim. Siedzieliśmy na łóżku chłopaka i oglądaliśmy "Kac Vegas". Harry chciał obejrzeć "Pamiętnik", a ja wtedy powiedziałam, że zachowuje się, jak baba. Chyba go to uraziło, lecz po chwili znów zaczął ze mną normalnie rozmawiać. W międzyczasie Anne przygotowała nam przekąski i chwilę oglądała z nami. Mimo tego iż znałam Harry'ego dwa, bądź trzy dni potrafiłam zachowywać się przy nim, jakbym znała go od lat. To było inne uczucie. Przy nim zachowywałam się normalnie, byłam sobą. Nie chodzi o to, że przy moich przyjaciółkach nie byłam sobą, lecz to były dziewczyny. Nigdy nie miałam przyjaciela chłopaka, więc czułam się zarazem inaczej, ale też bardzo dobrze.
- Halo, ziemia do Faith...- chłopak machnął mi dłonią przed oczami, a ja się szeroko uśmiechnęłam.
- Tak? - spytałam.
- Mówię do ciebie już od jakiegoś czasu, a ty nic. Już nawet zdążyłem cię obrazić...- oznajmił, a ja się zaśmiałam.
- W takim razie, masz szczęście, że tego nie słyszałam.
- Coś się stało? - zapytał i spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem, zupełnie jak wczoraj. Momentalnie pokręciłam przecząco głową.
- Nie, wszystko w porządku. Włącz film - stwierdziłam.
- Na pewno? Jak coś cię gryzie, to mi powiedz. - westchnęłam głośno.
- Nie, Harry. Wszystko w porządku, mówię ci. Poza tym, która jest godzina? - zmieniłam temat, szukając swojego telefonu. - Już osiemnasta? Kiedy to tak minęło? - powiedziałam bardziej sama do siebie, niż do chłopaka. Kędzierzawy uśmiechnął się smutno.
- Musisz już iść? - zapytał.
- Chyba tak. Powiedziałam mamie, że nie będzie mnie tylko chwilę.
- Odprowadzę cię. - oznajmił, a ja lekko przytaknęłam głową. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i razem z Harry'm zeszliśmy na dół. Gdy chłopak pomagał mi ubrać moją kurtkę, Anne pojawiła się na przedpokoju w kuchennym fartuszku.
- Faith, już idziesz? - zapytała.
- Tak, muszę już iść. - powiedziałam i włożyłam swoje buty.
- Jak będziesz miała kiedyś wolna chwilę, przyjdź do mnie, to sobie porozmawiamy. - powiedziała wesoło brunetka. Uśmiechnęłam się.
- Dobrze, nie ma sprawy. Wygonimy Harry'ego i zrobimy sobie babskie popołudnie - zażartowałam, a chłopak oburzył się.
- Ej! - obie z Anne zaśmiałyśmy się. Pożegnałam się z kobietą i razem z Harry'm wyszliśmy z jego domu. Przez chwilę nastąpiła cisza, która nie była krępująca. Ja szłam lekko zamyślona, a kędzierzawy szurał butami po ziemi i kopał małe kamyczki.
- Na którą jutro masz? - spytał.
- Chyba na ósmą. - stwierdziłam, próbując przypomnieć sobie swój plan lekcji.
- Świetnie, będę po ciebie siódma czterdzieści pięć, dobra? - przytaknęłam. Gdy doszliśmy do mojego domu, pożegnałam się z Harry'm i weszłam do siebie. Byłam cholernie zmęczona i jedyną rzeczą, o której teraz marzyłam była kąpiel i położenie się spać. Mimo tego uważam, iż miałam dzisiaj naprawdę świetny dzień. Gdy wykąpałam się, położyłam się do łóżka i sama nie wiedziałam, kiedy z uśmiechem na ustach zasnęłam...




___________________________________________________
Dziś starałam się troszkę dłużej. Biorę się za to opowiadanie i mimo wszystko - dokończę je. Dziękuję za komentarze, które mimo małej ilości, pojawiają się. Życzę miłego dnia i w ogóle! xx

środa, 2 października 2013

Rozdział 3.

Obróciwszy się na pięcie, ujrzałam Tony'ego, który przyglądał mi się tym ohydnie pijackim wzrokiem. Przewróciłam oczyma i próbowałam od niego odejść, lecz szybko zareagował i dłonią przytrzymał moje biodro, abym stała w tym samym miejscu.
- Ja jeszcze nie przeszedłem do sedna, a ty już uciekasz? - spytał, uśmiechając się, jak ostatni kretyn. Czułam, jak krew w moich żyłach zaczęła pulsować. Nie wiem, czy to z powodu alkoholu, który prędzej czy później, musiał zacząć dawać o sobie znać, czy powodem tego było to, że Tony zaczął mnie denerwować i poniekąd zaczęłam się go bać. Nigdy nie wiadomo, co pijanemu chodzi po głowie, prawda? A chłopak zdecydowanie do najtrzeźwiejszych nie należał.
- Tony, moja przyjaciółka mnie woła. - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Marin obrócił się i rozejrzał.
- Karen? Hmm, wydaję mi się, że ona jest zajęta grą, a Meg zdecydowanie tu nie ma...Choć przed chwilą widziałem ją, jak lizała się z jakimś kolesiem w budce na zdjęcia mojego ojca...- stwierdził i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Skubany! Jak na pijanego, całkiem nieźle kontaktował. Wciągnęłam powietrze i zdałam sobie sprawę, że sama się wkopałam.
- Ale ja naprawdę muszę iść...- zrobiłam kwaśną minę i próbowałam odejść. Tony przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moją szyję. Jego ręka powędrowała na mój pośladek, a ja nawet nie zaczęłam zareagować. - Tony, proszę cię! - próbowałam go odepchnąć, ale na marne, bo on zdawał się przykleić do mnie bardziej. - Puść mnie!
- Oh, przestań, maleńka. Dopiero się rozkręcam, będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować. - stwierdził, nie przestając całować, a raczej ślinić mojej szyi.
- Tony, Faith powiedziała, że chce, abyś ją puścił...- usłyszałam za sobą czyjś głos i nagle poczułam szarpnięcie i znalazłam się za plecami jakiegoś chłopaka. Tony zaśmiał się i oblizał usta.
- Przestań zgrywać bohatera, jesteś tu dopiero jeden dzień...- odpowiedział.
- Dobrze wiesz, że go nie zgrywam. Nie możesz po prostu dopuścić do siebie myśli, że Vunn nie może być twoja, co? I że za każdym razem, gdy próbujesz do niej podejść w szkole, ona po prostu ucieka. Wiesz, że nie robi tego specjalnie, bo nawet nie wie, że ślinisz się na jej widok...Widzisz, wystarczy, że jestem tu dopiero jeden dzień, a wiem więcej od innych. - powiedział chłopak, który mnie uratował. Po głosie rozpoznałam, że był to Harry. Tak, to był na pewno on. Aż dziwne, że na samym początku go nie rozpoznałam...W głowie cały czas szumiały mi słowa Marina: "...będziesz mi jeszcze kiedyś za to dziękować." Potrząsnęłam głową i momentalnie wyrzuciłam z niej wszelkie niezbędne myśli.
- Styles, grabisz sobie. - spojrzałam, jak Tony podwija rękawy swojej niebieskiej bluzy. - Chyba trzeba ci pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi...- kędzierzawy zaśmiał się i powtórzył jego gest. Zauważyłam, jak Marin podnosi rękę i zamierza się uderzyć Harry'ego. Nie wiedziałam, co zrobić. To w końcu było przeze mnie.
- Stop! - krzyknęłam i stanęłam między dwoma dużo wyższymi ode mnie chłopakami. Gdybym nie stanęła w tym miejscu, doszłoby do rękoczynu, a na razie musiała wystarczyć prowadzona przez nich bitwa na spojrzenia.
- Masz szczęście, że ona tu jest, bo naprawdę nie ręczyłbym za siebie...- stwierdził pijany Tony, a Harry jedynie prychnął. Zasalutował mu i odwrócił się w moją stronę.
- Chodźmy, Faith. - powiedział i złapał mnie za ramię. Chciałam zaprotestować, ale uległam mu. Wyglądał na złego. Bardzo złego. Uhm, cóż poniekąd czułam, jak jego złość rośnie z chwili na chwilę, ponieważ jego palce wbijały się w moją rękę, tak mocno, że na pewno zostaną tu jakieś małe sine ślady. Szliśmy w ciszy. Sama nie wiem gdzie, ale prawdopodobnie w jakieś ciche miejsce, gdzie spokojnie moglibyśmy porozmawiać, a chłopak mógłby się rozluźnić. Ziewnęłam, ponieważ poczułam, że robię się śpiąca. Głowa zaczęła mi lekko pulsować i miałam ochotę na kolejnego drinka.
- Gdzie idziemy? - spytałam w końcu.
- Nie wiem.
Odpowiedział, a ja poczułam dreszcze na swoim ciele. Jego ton głosu był ostry, więc stwierdziłam, iż dopóki dopóty się nie uspokoi, będę cicho. Zatrzymaliśmy się przy jakimś pniu, na którym można było usiąść. Zmęczenie dawało się we znaki, więc bez zastanowienia usiadłam na kawałku drewna, a Styles zrobił to samo.
- Nic ci nie jest? - spytał i spojrzał na mnie z troską. Jego głos nie był już taki ostry, jak wcześniej, więc mentalnie odetchnęłam z ulgą.
- Nie...Nie musisz tak reagować. On po prostu za dużo wypił i...- nie dokończyłam, ponieważ Harry złapał się za głowę i zaczął głośniej oddychać. Otworzyłam szerzej oczy, ale nic nie powiedziałam. Co jest grane? Między nami zapanowała cisza. Nie chciałam jej niszczyć, lecz kędzierzawy chłopak postanowił to zrobić.
- Zawsze taka jesteś? - spytał.
- To znaczy? - zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego.
- Usprawiedliwiasz kogoś, mimo tego iż nie wiesz, co chodziło mu po głowie - szybko wyjaśnił.
- A ty wiesz? - prychnęłam.
- Nie, ja...- zatrzymał się i popatrzył na mnie - Po prostu...To było do przewidzenia. Powiedziałaś mu, że chcesz, aby cię puścił, a on tego nie zrobił...Wiesz, co on mógł ci zrobić? - spytał z lekką złością w głosie.
- Tak, wiem...Ale to Tony. On by tego nie zrobił...- stwierdziłam. - On nie jest typem chłopaka, który by skrzywdził dziewczynę. Może nie dawno zachowywał się, jak totalny gnojek, ale uwierz mi, że nie doszłoby do niczego więcej...Skończyłoby się na co najwyżej na całowaniu...
- Po prostu nie znam go i nie wiem, o czym mógł myśleć...Ludzie są różni - westchnął, patrząc na mnie troskliwie.
- Wiem, ale ty także nie powinieneś oceniać ludzi po pozorach...To nie fair - odpowiedziałam.
- Taa...- podrapał się po karku z lekkim uśmiechem - Wystraszyłem się, okej?
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się - Ale myślę, iż głupie "sorry" załatwiłoby całą tą sprawę. Idź do niego i tyle...Wyjaśnij, dlaczego to zrobiłeś i w ogóle...
- Jasne - objaśnił - Idziemy?
Przytaknęłam mu i oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Cały czas dziwiło mnie zachowanie Harry'ego. Dlaczego zareagował tak ostro? Ugh, dobra. Tony trochę przesadził. Jestem na niego zdenerwowana, ale jego zachowanie poniekąd można było usprawiedliwić. Gdy doszliśmy na posesję Marinów, Harry zaczął szukać Tony'ego, a ja zaczęłam szukać swoich przyjaciółek, które teraz Bóg wie, gdzie były. Gdy moje poszukiwania poszły na marne, wygrzebałam swój telefon z tylnej kieszeni moich spodni i wybrałam numer do Karen. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam...


_____________________________________________________________
Trochę krótko. Zdecydowanie za krótko. Po prostu nie mam już pomysłu na ten rozdział. Obiecuję, że kolejne będą pojawiać się częściej w miarę możliwości i będą dłuższe. Przepraszam, że długo nie dodawałam...I no...Zapraszam do czytania. O ile ktoś w ogóle to jeszcze czyta...
Dobranoc, xx